Wydałam zdecydowanie za dużo pieniędzy. Ale, wszystko było takie piękneee…

Cześć Dziewczyny,

Pamiętam, że oglądając lata temu Wyznania Zakupoholiczki (widziałyście?) zastanawiałam się, ale jak to możliwe? Jak można nie kontrolować się podczas zakupów? Przecież trzeba myśleć o budżecie i inne bla bla bla. Skoro wydając pieniądze tylko namnażamy swoje problemy to może warto ich nie wydawać? Ale, lata temu myślałam też, że jak kiedykolwiek przytyję to po prostu przestanę jeść żeby znowu być chudą. Od tamtego czasu przybyło mi się dwadzieścia kilka kilo i wciąż nie mogę przestać jeść? (Jak to możliwe?) Wracając jednak do tematu zakupów – to był obłęd. Miałam totalnie zły dzień, ale taki najgorszy z najgorszych, dosłownie na dwie godziny przed zamknięciem wkroczyłam do popularnej galerii handlowej myśląc, że kupię sobie „coś.” To moje coś zajęło kilka reklamówek i nieźle przeczesało stan konta. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja nawet nie pamiętałam co kupiłam! Wpadłam w taki szał i chęć poprawienia sobie humoru za wszelką cenę, że ja naprawdę nie potrafiłam sobie przypomnieć, co ja takiego kupiłam przed godziną. Kiedy uświadomiłam sobie, że zdecydowanie przegięłam, humor znowu wrócił do stanu depresyjnego, a nawet nieco bardziej podupadł (w konfrontacji ze stanem konta) i po prostu wróciłam do domu. Dziś na to wspomnienie oblewam się zimnym dreszczem i zastanawiam się czy Wy też przeżyłyście kiedyś szał kupowania? Są na to jakieś rady?

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją, którą szykowałam, aż od listopada (!) Ale, chciałam naprawdę mieć pewność, że wiem, co Wam polecam 🙂

Pod koniec października wzięłam sobie za cel poprawę kondycji swojej skóry. Od lat zmagam się z widocznymi naczynkami, trądzikiem, przesuszaniem się jednych partii cery, przetłuszczaniem się innych i cieniami pod oczami. Tym razem postanowiłam zadziałać nieco bardziej profesjonalnie. Dotychczas sama dobierałam produkty dla siebie. Przyjaciółka poleciła mi sklep Topestetic  z najlepszymi dermokosmetykami światowych, cenionych marek. Mimo wszystko nie mogłam się zdecydować na to, co kupić, a wysokie ceny produktów sprawiały, że nie chciałam popełnić błędu. Wtedy właśnie dowiedziałam się, że mogę zadzwonić i po prostu zapytać oraz porozmawiać o problemach mojej cery.

Konsultacje były przemiłe i zdecydowanie czułam, że Pani nie chcę wcisnąć mi żadnego produktu na siłę, a naprawdę zależy jej na tym, aby mi pomóc. Tym bardziej, że w sklepie są różne marki i nie zależało Pani na tym, aby jakąś na siłę promować. Po konsultacjach wspólnie wybrałyśmy produkty dla mnie (mając na uwadze moje indywidualne potrzeby oraz możliwości finansowe), zamówiłam je i niemal od razu po otrzymaniu przeszłam do starannego używania.

W zamówieniu otrzymałam również kilka gratisów, co było bardzo miłe 🙂 Zatem licząc, że używam ich od listopada czas porozmawiać o efektach.

Dottore Rossatore Cream Blur Effect
Krem do skóry naczyniowej z tendencją do trądzika różowatego 50 ml/209zł.

KUP: KLIK

Dermokosmetyki i kosmeceutyki - topestetic

Poranne nałożenie kremu na twarz jest moim nawykiem tak samo jak mycie zębów – robię to mechanicznie i regularnie. Dlatego śmiało mogę napisać, że nie rozstaję się z tym kremem już od bardzo dawna, a co zaskakujące wciąż mam wrażenie, że jeszcze sporo go zostało. Niestety opakowanie jest na tyle skryte, że nie wiem o jakiej fizycznie ilości mogę pisać. To akurat jest słabe bo musiałam sobie zapewnić drugi krem w gotowości, gdy ten któregoś ranka się po prostu skończy. Jak już jestem przy marudzeniu to muszę dodać, że zapach tego kremu jest mocno „lekarski” i w zasadzie to do dziś się jeszcze do niego nie przyzwyczaiłam. Skłamałabym pisząc, że ładnie pachnie. Pachnie znośnie.

Jednak ani nie praktyczność opakowania, ani nie zapach powinny wyrokować o tym czy ten krem jest dobry, a jest. Jest naprawdę najlepszym kremem do skóry naczyniowej jaki do tej pory miałam. Dlaczego? Dlatego, że wszystkie moje naczynka stały się już w grudniu zdecydowanie jaśniejsze – są po prostu mniej wyraźne. Panie, które mają pajączki i naczynka na twarzy doskonale wiedzą jaka to ulga kiedy na moment chociaż stają się one mniej czerwone. Ale, co więcej od listopada właśnie nie pękło mi żadne nowe naczynko na twarzy, co świadczy o tym, że krem je zdecydowanie wzmacnia.  A w styczniu odwołałam swoją wizytę na laserowe zamykanie naczynek i przeniosłam ją na koniec lutego bo być może nie będzie już takiej potrzeby. Może naczynka staną się na tyle znośne wizualnie, że lepiej wyjdę na kupnie nowego kremu, niż na laserze? (Ekonomia Codziennych Oszczędności.)

Jeżeli chodzi o trądzik różowaty to atakuje mnie on momentami – w chwilach szczególnego stresu, tuż przed miesiączką i najczęściej obejmuje jeden policzek w gorsze dni niestety oba. I chociaż strasznie tego nie lubię to nie mogę napisać o tym, że ten krem zahamował albo zmniejszył częstotliwość występowania mojego trądziku. Wiem tylko, że gdy już problem wystąpi to krem dobrze łagodzi zaczerwienione i spuchnięte policzki.

Składniki aktywne w kremie:

Ekstrakt z cytryńca chińskiego – zwiększa zdolności adaptacyjne skóry, hamuje jej nadreaktywność na czynniki zewnętrzne, stres lub zmiany hormonalne.
Azeloglicyna – nawilża, uelastycznia, rozjaśnia koloryt skóry, normalizuje, działa przeciwzapalnie, wspomaga leczenie trądziku.
Witamina B3 – łagodzi stany zapalne, normalizuje, wspomaga odporność skóry, poprawia kondycję skóry.
Ekstrakt z wąkrotki azjatyckiej – działanie restrukturyzujące, regenerujące, odtoksyczniające.
Wyciąg z morwy białej – chroni komórki skóry przed starzeniem.

W tym momencie to zdecydowanie mój krem nr 1 jeżeli chodzi o naczynka. Myślę, że będę go nadal używać, a szczególnie w okresach zimowych, kiedy to moje naczynka tracą całkowitą odporność i pękają na mrozie. Jednak to nie koniec walki o idealną cerę – zerknijcie na kolejny produkt.

phFormula EXFO Cleanse
Emulsja oczyszczająca 250 ml/230zł

KUP: KLIK

Tego produktu używam również regularnie przy okazji codziennego demakijażu. Od lat nie stosuję już tradycyjnej metody zmywania makijażu, czyli wacik + tonik. Wcześniej sięgałam po ściereczkę do demakijażu, a później oczyszczałam twarz jakąś pianką bądź podobnym produktem. Później całkowicie zrezygnowałam ze ściereczki – miałam wrażenie, że gromadzi ona niezliczone ilości bakterii. I tak właśnie obecnie zmywam makijaż podczas codziennej kąpieli, w wannie, używając wybranego produktu, dłoni i wody. W ten sposób mam wrażenie, że moje rzęsy są mniej zniszczone (odpada mocne tarcie wacikiem czy też ściereczką), po prostu musnę je palcem z produktem i już. Spłukuję wodą i gotowe. Tą emulsją oczyszczającą zmywam cały makijaż i jestem bardzo zadowolona.

Nie podrażnia mi oczu, co jest szalenie ważne, gdy mam je zamknięte, siedzę w wannie z produktem na twarzy i na ślepo szukam słuchawki od prysznica. Nie da się wtedy otworzyć oka, po prostu nie da – chyba, że ktoś lubuje się w torturach 🙂 Po takim demakijażu moja skóra jest czysta i nie jest ściągnięta, co dość często zdarza się przy innych produktach. Jest nawilżona i miękka. Kiedy mam więcej czasu używam produktu jako maseczki, co również zaleca producent. Wystarczy nałożyć produkt na dziesięć minut i go później zmyć. Ale, co jest takiego w składnikach tego produktu, aby można było pisać o tym, że warto?

Znajdziecie w nim między innymi kwas laktobionowy, który wygładza i zmiękcza naskórek, a dodatkowo zapewnia optymalne nawilżenie.  Rooibos Extract bogaty w polifenole i flawonoidy stanowi silny antyoksydant, a tym samym spowalnia procesy starzenia. Witamina B5 oraz mocznik zapobiegają utracie wody z naskórka. Natomiast zawarty niacynamid działa przeciwzapalnie, przeciwtrądzikowo, zwężając ujścia gruczołów łojowych, a także wyrównuje koloryt skóry. A dzięki obecności papainy jest to również delikatny peeling.

Mimo, że produkt jest reklamowany jako 3w1 (emulsja, peeling, maska) to ja bardziej polecę go jako 2w1, odrzucając właściwości peelingujące. Pewnie i one są, ale na poziomie dostrzegalnym przez mikroskop 😉 Gołym okiem nic nie widać. To bardzo uniwersalny produkt, który dodatkowo reguluje nadprodukcję łoju, zmniejsza podrażnienia i radzi sobie z niedoskonałościami. Dla mnie jest po prostu dobry, bez rewelacji, bez szaleństw. Obecnie niestety produkt jest już niedostępny u polskiego dystrybutora i nie można go kupić w sklepie Topestetic. Firma proponuje zamiennik w jego miejsce, czyli emulsję oczyszczającą tej samej marki. Więcej informacji: KLIK

I już na sam koniec pokażę Wam maseczkę, którą zamówiłam sobie bardziej, aby się rozpieścić niż myśleć o długofalowej pielęgnacji:

Sesmedical Revitalizing Facial Mask
Maska rewitalizująca 1 szt./ 34,99zł

KUP: KLIK

To bardzo wygodna w stosowaniu – uwielbiam formę płachty, maseczka do cery potrzebującej zastrzyku energii. Nie do końca wiem czy moja cera w tamtym momencie taką była, jednak zauważyłam poprawę kolorytu buzi już od razu po ściągnięciu produktu.  A moje cienie pod oczami były nieco bardziej rozświetlone. Wszystko to dzięki dobrze Wam już znanej witaminie C, którą bardzo lubię w produktach. Dla przypomnienia witamina C stymuluję produkcję kolagenu i elastyny, co sprawia, że skóra wolniej się starzeje, a także wykazuje działanie antyoksydacyjne. Chroni przed szkodliwym wpływem wolnych rodników oraz zabezpiecza ją przed fotostarzeniem, co może się przydać fankom szusowania w tym sezonie.

Polecam ją zdecydowanie za witaminę C w składzie oraz formę 🙂 Warto czasem zaszaleć i kupić sobie droższą maseczkę, która zdecydowanie ma lepszy wpływ na skórę niż kilka tańszych zamienników.

 

You may also like

19 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *