Ja jestem maczo i niech kobiety mi wybaczą, ja jestem maczo…

Cześć Dziewczyny,

Widziałam ostatnio prawdziwego mężczyznę. Był poranek, dość mglisty – szybkim krokiem dotarłam na przystanek autobusowy, a na nim czekał już na mnie ON. Wysoki, ponad sto kilo wagi, obcięty na krótko u osiedlowego fryzjera, rzucający co chwilę jakimś k i ch w stronę telefonu  – samiec alfa.  Wiecie, żadnych rurek na nogach, żadnych uroczych trampek na stopach – wszystko takie męskie, że aż sama dziwiłam się jak jego kurtka jest wstanie utrzymać ten testosteron. I trochę się go bałam no bo mgła, bo poranek – bo przede wszystkim jestem bojaźliwa. A on tylko ten mój strach podkręcał spluwając na ziemię w sposób obrzydliwy i zdecydowanie odpychający. Spojrzałam na zegarek, ale wiedziałam już, że autobus nie będzie moim ratunkiem bo dotarłam na przystanek nieco zbyt szybko (normalnie mi się to nie zdarza.) Samiec nieustannie maszerował z telefonem, krzycząc, przeklinając, plując i obserwując mnie kątem oka. Postanowiłam pozostać czujną – tego uczy mnie Luby. I kiedy już wydzielił się w moim organizmie kortyzol, a dłonie zziębły maksymalnie doleciał do mnie potężny i gęsty obłok o zapachu dojrzewającej w słońcu czerwcowej truskawki. Może zbyt gwałtownie obróciłam głowę, ale nie musiałam przecierać oczu – mój samiec alfa palił e-papierosa o jakże cukierkowym smaku i zapachu. Chyba wtedy porzuciłam już wszystkie oczekiwania wobec mężczyzn i definicji męskości.

A jako, że o poranku nieźle zmarzłam postanowiłam wrócić do domu od razu po pracy i urządzić sobie małe domowe SPA 🙂

Obraz może zawierać: tekst

Serię ALOESOVE kupiłam po raz pierwszy w sklepie https://www.kataleja.eu – skusiłam się na nią ze względu na jej niską cenę, ale i fakt wykorzystania magii aloesu w kosmetykach. W aloesie bezsprzecznie zakochałam się prawie rok temu podczas podróży na Fuerteventurę. To należąca do Hiszpanii wyspa na Oceanie Atlantyckim. To miejsce, które zdecydowanie słynie z plantacji aloesu i późniejszej produkcji z niego kosmetyków, napoi, alkoholi i w zasadzie wszystkiego, czego zamarzy sobie dusza. Zresztą aloes, który jest na zdjęciach przywiozłam właśnie z tej wycieczki. Rośnie jak szalony i jest jedną z moich ulubionych roślinek. Dlatego, gdy tylko zobaczyłam kosmetyki Aloesove musiałam je przetestować 🙂

ALOESOVE ALOESOWY PEELING DO MYCIA CIAŁA SYLVECO

Cena PROMOCYJNA 15,99,-/250ml

KUP: KLIK

Jako, że jestem totalną maniaczką peelingów nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Zresztą wpisał się on idealnie w mój wieczór SPA. Zanim jednak przejdziemy do tego, co znajduje się w środku muszę Wam napisać o samym opakowaniu. Bardzo podoba mi się, że jest matowe, a użyte kolory zdecydowanie należą do moich ulubionych. Jest również wygodne w użyciu – odkręcana forma świetnie się sprawdza podczas użytkowania. No to teraz czas na konkrety 🙂

Peeling ma bardzo odświeżający zapach, ale zdecydowanie nie potrafię go opisać. Jest przyjemny, mimo wszystko zaskakujący. Peeling jest drobny, ale bardzo konkretny – można o nim napisać, że jest zdzierakiem, którego nie polecałabym używać częściej niż raz w tygodniu. Co dobrze wpływa na jego wydajność 🙂  W środku znajdziemy zmielone nasiona zielonej kawy, cukier i sól himalajską. To dla mnie zaskakujące połączenie bo zieloną kawę dotychczas kojarzyłam z niedającego się pić naparu. Dodatkowo jest w nim olej lniany oraz olej z nasion słonecznika. Ponad to witamina E i oczywiście ekstrakt z aloesu.

Skóra po zabiegu jest zdecydowanie wygładzona i elastyczna. Dodatkowo pięknie się  świeci. Cały martwy naskórek odchodzi bez większego wysiłku. To propozycja idealna, gdy opalenizna po lecie zaczyna się łuszczyć, albo gdy chcemy porządnie oczyścić skórę. Przy tym wszystkim dobrze wpływa na skórę, ponieważ witamina E hamuje procesy starzenia się skóry i intensywnie odżywia. Co do aloesu pochodzi on z upraw ekologicznych i posiada certyfikat UE dla rolnictwa ekologicznego. Wysoka jakość surowca jest potwierdzona znakiem IASC (International Aloe Science Council). Wykorzystany surowiec to 200-krotnie zatężony standaryzowany ekstrakt z aloesu, który został poddany procesowi liofilizacji. Szybka obróbka liści po zbiorze pozwala zachować aktywność biologiczną i zapobiega degradacji bakterii. Dzięki procesowi liofilizacji ekstraktu, kosmetyki ALOESOVE posiadają w swoim składzie minimum 20% czystego organicznego soku z aloesu.

A jak to już bywa po każdym peelingu trzeba użyć porządnego balsamu do ciała.

ALOESOVE ALOESOWY BALSAM DO CIAŁA SYLVECO

Cena PROMOCYJNA 14,39,-/250ml

KUP: KLIK

Jest to leciutki balsam do ciała, który błyskawicznie się wchłania. Sprawdza się podczas porannej gonitwy, gdzie jednocześnie chciałybyśmy posmarować ciało, ale i zakładać już pończochy. Zdecydowanie skraca czas wchłaniania się do minimum. Dlatego ja sięgałam po niego częściej o poranku niż wieczorami. Znajdziemy w nim trzy odżywcze oleje: z lnu, wiesiołka i pestek winogron. To właśnie one niwelują uczucie ściągnięcia skóry i suchości. Sam aloes za to intensywnie nawilża i regeneruje skórę. Dla mnie po tym balsamie ciało się świetnie prezentowało – było błyszczące i dobrze nawilżone.

W balsamie również znajdziemy witaminę E – wyżej jednak zapomniałam napisać o tym, że ona również zabezpiecza skórę przed negatywnym działaniem środowiska. A jesienią jesteśmy mocno narażeni na ciepłe i suche powietrze, które atakuje nas z grzejników. Balsam pachnie jednak nieco inaczej niż peeling, chociaż całość świetnie się uzupełnia. Tutaj mamy do czynienia bardziej z ziołowymi nutami.

Kosmetyki ALOESOVE nie są komedogenne i mogą być stosowane przez wszystkie typy cer. Dedykowane są przede wszystkim cerom wymagającym mocnego nawilżenia, bez nadmiernego obciążenia skóry. Mogą być stosowane w ciąży i w czasie karmienia piersią.

Dla mnie to był dobry wybór do którego jeszcze będę wracać. Produkty rozpieszczały nie tylko moje ciało, ale i zmysły… Sięgając po nie miałam przed oczami moje wyjątkowe wakacje na Fuerteventurze.

You may also like

21 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *