Mój wybór: fotoksiążka zamiast tradycyjnego albumu

W zasadzie to większość moich przyjaciół oswoiła się z tym, że nie ważne gdzie pójdziemy ja będę robić zdjęcia. Ale, nie jakieś tam profesjonalne i wydumane – zwykłe fotki pstrykane telefonem. Nałogowo, od kiedy sięgam pamięcią zachowuje po prostu wspomnienia. Zdarza się, że moi znajomi sami się dopominają o pamiątkowy kadr. I wtedy dopiero zaczynam rozumieć, jakie to jest dla wszystkich ważne.

Później większość z nich wywołuje, aby pozostały trwałą pamiątką po naszych wygłupach i chwilach szczęścia. Staram się robić to regularnie i później oglądać je w dużym gronie. Początkowo, jakieś pięć lat temu robiłam to metodą tradycyjną – wywoływałam zdjęcia i chronologicznie układałam je w albumie. Jednak albumy miały ogromny problem z moimi licznymi przeprowadzkami i oglądaniem ich kartka po kartce podczas imprez i przyjęć.  Szybko zaczęły się rozpadać… Aż się cała gotowałam ze złości! Miały przetrwać dłużej niż te zapisane na dysku czy na płycie.

Nawet nie pamiętam, kto i kiedy zasugerował mi wywoływanie zdjęć w formie fotoksiążki , ale wiem, że już po pierwszej po prostu przepadłam! To fantastyczne rozwiązanie. Przede wszystkim fotoksiążka jest dużo bardziej trwała od tradycyjnego albumu. Zdecydowanie wygodniej też się ją ogląda. No i już na etapie edycji mogę dodać podpisy, które po latach okażą się pewnie zbawienne 🙂 A dodatkowo wszystko jest kolorowe i odpicowane. Wygląda po prostu efektowniej.

Fotoksiążka stała się też dla mnie wyjątkowym i trafnym prezentem na niemal każdą okazję. Pamiętam jak podarowałam taką swojej koleżance jako prezent na 18ste urodziny.  Przy tej fotoksiążce pomagała mi niemal cała rodzina koleżanki – rodzice, babcia, przyjaciele. Każdy wysyłał do mnie unikatowe fotografie i podpisy. Mimo, że cała akcje trwała kilka dni to zdecydowanie było warto! Koleżanka wśród typowych i bądź, co bądź często tandetnych prezentów otrzymała pamiątkę, którą sama określiła – pamiątką na całe życie. Zdecydowanie była wzruszona i myślę, że to był dobry wybór 🙂

A moja kolejna fotoksiążka już za kilka dni zostanie podarowana ulubionemu wujkowi jako prezent na 50 urodziny. Również zaangażowałam całą rodzinę i przy okazji poznałam sporą część nowych i wartych wspominania historii. Muszę dodać, że to wujek od strony mojego męża, więc zdecydowanie o części rzeczy nie wiedziałam. Sprawiłam prezent wujkowi i przy okazji sobie – mogąc jeszcze sprawniej poznać moją nową rodzinę.

Fotoksiążki doceniam również za to, że na kilkudziesięciu kartkach mogę zamieścić ponad sto zdjęć (wszystko zależy od szablonu). A albumy niestety są obszerne i przyznam się, że zdarzyło mi się porwać folię zanim dobrze umieściłam w niej zdjęcie. Może to kwestia mojego totalnego braku delikatności albo cierpliwości, ale fotoksiążka jest dla mnie po prostu wygodniejsza.

A czy Wy zamawialiście już kiedyś fotoksiążki? Jakie rozwiązanie jest dla Was lepsze?

You may also like

12 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *