Teraz to pozostaje nam tylko leżing, smażing i plażing.

Cześć Kochani,

Strasznie to jest dziwne mieć wolny weekend. Przez ostatnie pięć lat, dwa weekendy w miesiącu spędzałam na Uczelni, a w pozostałe dwa starałam się nadrabiać zaległości w sprzątaniu i odwiedzaniu rodziny oraz znajomych. Obroniłam się 13 lipca dzięki czemu do dziś przeżyłam trzy wolne weekendy i jestem w szoku. Ale, w takim strasznie pozytywnym. Można spokojnie posprzątać, odwiedzić kogo trzeba, odpocząć, poleniuchować, poopalać się, wyjechać gdzieś… I właśnie to błogie lenistwo tak strasznie oddala mnie od wizji rozpoczęcia doktoratu. Coś tak czuję, że będę potrzebować ogromnego kopa w cztery litery żeby zmotywować się do tego, aby wrócić do trybu: praca – szkoła – dom – praca – szkoła – dom 🙂

Tymczasem korzystam ze słońca i wolnego ile się da. A o moją zdrową i piękną opaleniznę dba:

Podobny obraz

Dax Sun to słoneczny ekspert w portfolio firmy Dax Cosmetics, która jest polskim prekursorem w ochronie skóry przed promieniowaniem UV i należy do ścisłej czołówki producentów preparatów do opalania. Marka Dax Sun oferuje ponad 30 produktów. Są to kosmetyki do opalania o podwyższonej wodoodporności, z wysokiej jakości fotostabilnymi filtrami UVA/UVB Balance, o faktorach SPF od 6 do 50+. Dax Sun ma najbogatszą na rynku ofertę dla rodzin z dziećmi, z preparatami ochronnymi przetestowanymi klinicznie przez pediatrów z Instytutu Matki i Dziecka (IMiD). Dla osób z cerą wrażliwą i naczynkową opracowana została innowacyjna linia hipoalergicznych produktów chroniących przed słońcem Dax Sun Dermo Line. Kosmetyki do opalania Dax Sun są przebadane dermatologicznie i są w pełni zgodne z zaleceniami Komisji Europejskiej.

Jeżeli chodzi o opalanie się – to można mnie nazwać umiarkowaną fanką. Największy problem mam zazwyczaj z leżeniem plackiem przez dłuższą chwilę, ale i z szybkimi bólami głowy, które mnie łapią od ostrego słońca. Mimo wszystko nie mówię sobie nie i aby nie wyglądać latem jak córka młynarza kilka razy kładę się, gdzie się da i barwię skórę na piękny, brązowy kolor. Mam wszystkie predyspozycje do tego, aby lubować się w opalaniu – opalam się szybko i na brązowo, a w genach płynie mi krew mojej mamy, która jest chyba córką Słońca bo potrafi wyjść się opalać, gdy normalni ludzie ubierają jeszcze bluzy zanim wyjdą z domu. Zresztą moja mama chyba ma też jakiś pakt z promieniami słonecznymi bo nigdy jeszcze jej nie widziałam z poparzeniami słonecznymi albo ze schodzącą skórą (!) Ja nie jestem taką ekspertką i muszę przyznać, że potrafię nabawić się nieźle poparzonej skóry albo nierównomiernej opalenizny. W tym roku jednak moje ciało, poparzenia i koloryty są w najlepszych rękach Dax Sun.

Dax Sun, transparentny spray do opalania, wysoko wodoodporny, SPF 30+,

200 ml, 26,49 KUP: KLIK

Ten produkt zainteresował mnie szczególnie, ponieważ chroni tatuaże przed blaknięciem na skutek promieni słonecznych. Ja trochę tych rysunków na ciele mam i za każdym razem staram się je chronić przed słońcem, aby jak najdłużej cieszyć się intensywnymi barwami, jednak nie jest to takie proste zadanie. Ciało najchętniej smarowałabym filtrem 20, a tatuaże potrzebują jednak większej ochrony. Strasznie kłopotliwym jest po każdej kąpieli w wodzie dokładnie smarować siedem tatuaży kremem z filtrem 50 – tak, aby za bardzo nie wyjechać i aby skóra wokół jednak miała szansę się opalić. Dlatego dla mnie ten spray jest świetnym rozwiązaniem. Ma bardzo wysoką wodoodporność i chroni skórę nawet podczas kąpieli! Marzenie dla osób wydziaranych. Dodatkowo jest odporny na pot i ścieranie. A bardzo wygodny dozownik sprawia, że mogę pryskać w zasadzie całe ciało bez obaw o nierównomierny koloryt. Filtr 30 na słonecznej plaży jest dla mnie najlepszym rozwiązaniem.

Świetna jest też lekka formuła tego produktu  – bardzo szybko się wchłania i nie zostawia tłustych śladów na rękach. Co więcej, ma formułę chłodzącą! Można poczuć przyjemne zimno na gorącej plaży. W środku znajdziemy również witaminę C, E oraz ekstrakt z jaśminu. Wszystkie chronią przed niekorzystnym działaniem słońca, wiatru i wody. Dodatkowo działają antyoksydacyjnie i przecwizmarszczkowo.

Jeżeli chodzi o sposób użycia to ja wszystkie kremy z filtrem stosuję przed wyjściem na słońce – około dwadzieścia minut wcześniej i powtarzam smarowanie po każdej kąpieli w wodzie.

Dax Sun, emulsja ochronna dla skóry wrażliwej, wysoko wodoodporna,

SPF 50+, 175 ml, 24,49,- KUP: KLIK

Emulsje z filtrem 50+ do tej pory używałam właśnie na tatuaże i obecnie na ręce, które wcześniej były potraktowane laserem i obecnie nie mogę ich opalać. Czasem smarowałam też twarz tak wysokim filtrem i absolutnie wszystkie miejsca, które organoleptycznie czułam, że mają już dosyć słońca i opalania. Można powiedzieć, że to taki mój produkt „jak się wszystko zaczyna walić”. Głównym wyróżnikiem tej emulsji ochronnej jest najwyższej jakości, fotostabilny system filtrów UVA/UVB, który zapewnia skuteczną ochronę przed oparzeniem słonecznym, zmniejsza ryzyko wystąpienia alergii słonecznych oraz długoterminowych uszkodzeń skóry właściwej.

Jego konsystencja jest jednak typowa dla tego typu produktów: jest ciężki i tłusty. Ja po aplikacji wycieram dłonie mokrą chusteczką.  Do tej pory nie poznałam bardziej przystępnego produktu z filtrem 50. W tym produkcie wykorzystane zostały jeszcze dwie technologie. IR Protection, która chroni przed skutkami promieniowania podczerwonego: przed przedwczesnym starzeniem i przebarwieniam. A także, HEV Protection, która chroni przed spektrum promieniowania widzialnego, zapobiega fotostarzeniu skóry. Jeżeli chodzi o skład znajdziemy w nim wyciąg z owca, D-Pantenol, glicerynę i witaminę E. Taka mieszanka zabezpieczy skórę przed słońcem oraz załagodzi ewentualne podrażnienia. Dodatkowo silnie nawilży i ochroni przed dalszym wysuszaniem i utratą wody.

Nie od dziś wiadomo, że należy zadbać o skórę również po opalaniu. Ja zawsze zaczynam od prysznica i delikatnego żelu pod prysznic po opalaniu, aby później sięgnąć po balsam do ciała. To mleczko mnie wyjątkowo zaskoczyło tym, że tak jak spray opisywany wyżej zawiera formułę Cool-Touch. Według producenta chłodzi skórę, aż o 1,5 stopnia Celsjusza.  Szczerze mówiąc ja nie miałam tego jak sprawdzić 🙂 Generalnie delikatnie czuć uczucie chłodzenia. Mleczkiem po opalaniu smaruję się do kilku dni po kąpieli słonecznej, ponieważ chce dobrze załagodzić wszystkie podrażnienia, utrzymać skórę w odpowiednim stopniu nawilżenia i przede wszystkim chcę jak najdłużej utrzymać opaleniznę.

To mleczko mogą stosować również dzieci powyżej pierwszego miesiąca życia. Jeden kosmetyk dla całej rodziny = ekonomia. Ten preparat  jednak zdecydowanie zredukował czerwone plecy mojego spalonego słońcem męża i co więcej podobno zmniejszył ból. A uwierzcie mi, że w pewnym momencie błagałam żebym go dobiła 🙂 Zresztą ja sama najbardziej nie lubię właśnie rozgrzanej, ściągniętej i przesuszonej skóry – już pisząc to przeszedł mnie dreszcz.

Konsystencja lekka, typowa dla balsamów do ciała. Łatwo się rozprowadza i szybciutko wchłania. W składzie znajdziemy mleczko owsiane, które jest bogate w lipidy i minerały. Świetnie nawilża i zapobiega utracie wody z naskórka. Jest również D-Panthenol i gliceryna, które działają łagodząco i koją podrażnioną opalaniem skórę. Łagodne, bezzapachowe, przebadane pod kontrolą dermatologów.

Czy korzystałyście już z serii DAX SUN? Jakie są Wasze odczucia?

 

 

 

 

You may also like

12 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *