Nie chciałam wychodzić, ale moje włosy wyglądały zbyt dobrze, by zostać w domu.

Cześć Kochani,

od ponad roku jestem w skomplikowanym związku ze swoimi włosami (albo osobowością). Ale, jednak zwalanie tego na włosy brzmi znacznie lepiej. Bardzo chciałam pożegnać się z moją czernią i najlepiej od razu chciałam mieć na włosach powalają platynę. Nie udało się – udać się nie mogło. Z czerni zeszłam na brąz z odcieniami fioletu i różu – kilka tygodni później włosy już były rude. A z rudych – blond, a z blondu – platyna, żarówa – coś okropnego generalnie. Później blond z brązowymi pasemkami. Żeby ostatecznie (cholera!) moja pokręcona osobowość skierowała mnie w stronę jednolitego brązu… I w tym właśnie ciemnym brązie czuję się najlepiej. Ale, dlaczego nie mogłam tego zrozumieć jakieś osiemnaście rozjaśnień wcześniej? Jakieś piętnaście centymetrów włosów wcześniej? I jakieś kilka tysięcy złotych wcześniej, które wydałam na regeneracje włosów?

Mądrzejsza, biedniejsza i nieco bardziej pokorna sięgam już tylko po sprawdzone preparaty do włosów, które za wszelką cenę mają ukryć moje pasmo porażek:

Wierzbicki & Schmidt, Wonna Paczula, odżywka bez spłukiwania, 100 ml, cena 29,99,-

KUP: KLIK

O moim romansie i chodzeniu pod prysznic z duetem Wierzbicki i Schmidt pisałam już w tej notce: KLIK  Tym razem nikt się nie będzie gapił na niczyje nagie ciało (chociaż… w sumie) tylko zajmiemy się tym, co dzieje się tuż po wyjściu z kąpieli. Nie dość, że mam loki, które z natury są suche to na dodatek przez ostatni rok ciągle im dokopywałam, a podobno nie kopie się leżącego… Możecie zachodzić w głowę jakim cudem nie jestem jeszcze łysa, ale myślę, że to zasługa głównie cierpliwości mojego męża, który nigdy nie narzeka jak wieczorem zamykam się w łazience na blisko godzinę. A dodatkowo ten sam mąż nie ma w zwyczaju przeglądania historii wydatków na wspólnym koncie, więc – same rozumiecie: hulaj dusza, piekła nie ma.

A nawet jeśli istniałoby piekło – to czy nie uroczym byłoby spędzenie tego czasu z dwójką przystojnych fryzjerów? Nie dość, że oko się nacieszy ich widokiem to i włosy będą odmawiać dziękczynne modły, za to że ich Pani nareszcie poszła po rozum do głowy, a w zasadzie: do piekła po odżywkę. Jednym słowem: męża się nie boję. A podobno, aż 81% kobiet po ślubie zaczyna się bać swojego męża (jakieś damskie pisemko podsunęło mi tą liczbę) . Ale, to temat ciężki i jednak wolałabym wrócić do wizji romansu z Panami ze zdjęcia wyżej.

Odżywka 20w1 brzmi jak… herbata, która leczy raka, trójkąt z papieru, który leczy duszę albo bransoletka, która zwalcza migreny!  Dość to wszystko jest podejrzane. Dlatego zerknęłam tylko na te obietnice i od razu przeszłam do używania, eksploatowania i generalnej radości z nowego czegoś do włosów. Czas na spowiedź: włosy myję codziennie (no chyba, że akurat umieram na zmęczenie życiem), codziennie też używam odżywki do spłukiwania. Później je wycieram, na mokro rozczesuję z… No właśnie: z odżywką, eliksirem, jedwabiem – tym, co akurat przekonało mnie w sklepie do tego, że poradzi sobie z tą masakrą na mojej czaszce.

Dlatego odżywka bez spłukiwania 20w1 to był produkt, który znalazł miejsce w mojej codziennej pielęgnacji i który używałam na tyle często  (chyba częściej się nie da – znacie kobiety, które myją głowę dwa razy dziennie?), że mogę go subiektywnie obsmarować! Czas, start!

Mam mały problem z tym produktem bo albo moje włosy są dramatycznie suche albo nie da się przesadzić z ilością tej odżywki. Mimo licznych prowokacji, które przeprowadzałam nie da się doprowadzić włosów do wyglądu przetłuszczonych czy zbyt obciążonych. One za każdym razem są po prostu zdyscyplinowane, sypkie i lśniące. Ani śladu po efekcie mokrej Włoszki. To jest zarówno zaleta, jak i wada – bo prawdę mówiąc nie wiem jaką ilość jej zaaplikować, aby móc zaspokoić włosy.  Zdecydowanie odżywka pomaga przy rozczesywaniu loków, a jak pisze to posiadaczka loków to naprawdę musi być coś na rzeczy 🙂

Jeżeli chodzi o zapach produktu to jest dokładnie taki sam, jak w przypadku odżywki i szamponów, które już opisywałam (link wyżej). Jest bardzo przyjemny i myślę, że znamienita większość osób go polubi.  W przypadku moich loków mogę powiedzieć, że w dni kiedy fryzura żyje swoim życiem i mam baranka dookoła głowy to już kilka psiknięć odżywką je ujarzmia i sprawia, że wyglądam znacznie lepiej 🙂 Dlatego możemy mówić o super efekcie natychmiastowym.

Odżywka mimo dozowania nie jest mgiełką, a cięższym produktem, który po przejściu przez pompkę staje się lżejszą formą, która super rozprowadza się po włosach. Jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby gdzieś zgromadziła się grubsza warstwa, która byłaby widoczna przy gotowej fryzurze.

Porównując produkt do innych podobnych z tej dziedziny uważam, że jest dobry, ale niestety nie jest bardzo dobry. Myślę, że nawet w tej półce cenowej moglibyśmy znaleźć coś lepszego.

You may also like

12 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *