Życie jest jak włosy. Zawsze się jakoś układa.

Życie jest jak włosy. Zawsze się jakoś układa.

Cześć Kochani,
Jeszcze długo będę miała w pamięci miny moich znajomych w pracy, gdy zadzwonił do mnie mąż i oświadczył mi, że jest w Rossmannie i zapytał się  czy czegoś potrzebuje. Od razu zaczęłam mu wymieniać:
rajstopy takie jak zawsze i weź jeszcze jedne z efektem glossy,
do tego pamiętaj o tamponach, plastrach rozgrzewających, szamponie do moich włosów i jak będzie jakiś fajny lakier do włosów na promocji to też możesz kupić. Aha! I koniecznie jakiś olejek na rozstępy. Zapamiętałeś? Ok, to pa!
Najpierw spojrzeli po sobie i gdy okazało się, że wszyscy są tak samo zdziwieni – męska część współpracowników zaczęła niemal krzyczeć, że jakim cudem mój mąż wie jakie rajstopy mi kupić i o co chodziło z tym efektem? Tłumaczyłam im to przez kilka minut, ale oni do dziś nie wierzą, że moim mężem jest facet. Dopatrują się spisku, że niby ukrywam lesbijkę w szafie, a mąż to przykrywka. A jak to jest w Waszych domach?
Tymczasem o produktach dostępnych tylko w Rossmannie:

Kosmetyki do włosów Wierzbicki & Schmidt

Byłam w umiarkowanym szoku, gdy zobaczyłam, że duet Wierzbicki i Schmidt wypuścił na rynek swoje kosmetyki. No bo dlaczego mieliby tego nie zrobić? W dobie, gdzie każdy pisze książki i co drugi nagrywa swoją płytę. Ich linia produktów była czymś, co sądziłam, że może się wydarzyć. Obu Panów znam na tyle dobrze, na ile TVN pozwolił mi ich poznać, dzięki programom w których występowali. Bądź co bądź – są Magdą Gessler polskiego fryzjerstwa. Dlatego życzyłabym im sukcesu na miarę Besosków Pani Magdy. Mimo wszystko, przez właśnie swoją sławę „na dzień dobry” oczekiwałam od ich produktów znacznie więcej niż od stojącego obok na półce Shwarzkopfa czy Syossa. Jak te moje oczekiwania wypadły w zetknięciu z rzeczywistością?

Zacznijmy od szamponu:

Wierzbicki & Schmidt, Eliksir myjący Paczula Wonna, szampon odżywczo-regenrujący, 250 g. Cena 29,99 KUP: KLIK

Sam design opakowania, hasła, gra słowem – to wszystko spowodowało, że od razu miałam zrozumieć, że to produkt wyjątkowy i ekskluzywny, a nie kolejne myjące coś.  Mimo wszystko, całkowicie zrezygnowałabym z użycia słowa szampon na rzecz eliksiru myjącego, ale nie pod tym kątem powinnam się tu wymądrzać.

Idźmy dalej: włosy mam jakie mam. Suche z natury (bo kręcone), przesuszone (z wyboru) bo zafundowałam im koloryzacyjny rollercoaster w tym roku. No, ale kiedy jak nie teraz? Za parę lat mogłabym mieć obawę, że dziecko mnie nie pozna i nie będzie chciało wrócić ze mną do domu, gdy będę je odbierać z przedszkola. Dlatego postawiłam na niezależną młodość – wmawiając sobie, że przynajmniej mąż nie będzie potrzebował kochanki, bo co kilka miesięcy dostanie nową laskę w łóżku. Nawiązując szerzej do tej kochanki – mój plan nie wypalił, ponieważ zapomniałam, że ciało i poczucie humoru nie zmieniają się wraz z odcieniem włosów.

Słodki Jezu – do sedna, do szamponu. Ze względu na swoje wybory i nie wybory życiowe potrzebuje obecnie nawilżenia, miękkości, lekkości, zdrowia i nadziei, że te ostatnie pukle na mojej głowie przeżyją. Dlatego mówię czasem do nich, głaszczę je, a i nawet myję, a i nawet codziennie. Bo robi mi się strasznie przykro, gdy sobie pomyślę, że ja idę spać i one też by poszły, ale nie mogą oddychać bo rano nałożyłam na nie pół tony lakieru do włosów, kilogram pianki i jeszcze deko pasty, którą od wielu miesięcy podkradam mojemu mężowi, a on wciąż się nie zorientował…

Dlatego je myję. Fajnie tak sięgać pod wynajmowanym prysznicem w wynajmowanej łazience w nieswoim mieszkaniu po szampon bądź co bądź obiecujący lepsze życie i zapowiadający ekskluzywną przygodę. Pachnie tak, że gdybym mocniej zacisnęła powieki (to oprócz tego, że wywinęłabym orła pod prysznicem) to przeniosłabym się gdzieś daleko, gdzieś, gdzie rosną egzotyczne owoce i są jeszcze tak tanie, że robi się z nich kosmetyki do włosów. Szampon się pieni, no, ale to jest szampon, więc to chyba była oczywista uwaga. Myje włosy – ale, to chyba też jego funkcja. Raz na próbę, bo musiałam, bo chciałam być obiektywna pisząc ten tekst nie nałożyłam po umyciu włosów odżywki, aby ocenić jego nawilżanie i obciążanie pukli i dał radę. Nie były tak piękne, jak po odżywce, ale były godne. Godne pokazania je innym ludziom. Cukry i witaminy, które pochodzą z papai nawilżają włosy, pozostawiają na nich swój zapach i sprawiają, że mam wrażenie, że dobrze o nie dbam i że generalnie robię im dobrze.  Dodatkowo prowitamina B5 ma za zadanie długotrwale nawilżyć, poprawić stan uszkodzonych włosów, nadać im wyjątkową gładkość oraz blask. Szampon ciekawy i godny polecenia, ale prawdziwe dobro dzieje się, gdy używamy go z dedykowaną odżywką.

Wierzbicki & Schmidt, Esencja odżywcza Paczula Wonna, odżywka odżywczo-regenerująca, 250 g. Cena 29,99,- KUP: KLIK

Odżywki to ja kocham. Uważam, że powinno być specjalne miejsce w niebie dla osoby, która odkryła magiczną moc odżywek. To jest niesamowite; wystarczą trzy minuty, aby na tyle ogarnąć suche loki, żeby bez wstydu iść do pracy. Wystarczy kwadrans, aby ogarnąć pukle na tyle, aby bardzo dobrze wyglądać. I wystarczy godzina, aby mąż upewnił się, że żona, która weszła do łazienki to ta sama kobieta, która z niej wyszła. Posiadaczki suchych i kręconych włosów na pewno wiedzą o czym piszę. Żadna z nas nie lubi sianka i ciekawskiego dotyku innych kobiet – żeby sprawdzić czy to nasze sianko żyje, czy powoli właśnie się rozpada pod ich dotykiem. Kochamy lśniące fale, które swoim blaskiem rażą źrenice posiadaczek prostych jak druty włosy.

No i ta odżywka taka jest. Po piętnastu minutach – dobra, kłamię. Nigdy w łazience nie liczę minut, ale to wygląda mniej więcej tak: nałożę odżywkę, zmyję makijaż, zrobię peeling twarzy, ogolę nogi, pachy i w zasadzie wszystko, co można ogolić, umyję ciało, pośpiewam trochę, upadnę, podniosę się, zrobię peeling stóp i po tym wszystkim – zmywam dopiero odżywkę. Uwielbiam dotykać włosy, gdy spływa z nich tłusta i ciężka odżywka – są miękkie, nawilżone i zawsze wtedy odprawiam modły, aby były takie, gdy wyschną. Swoich loków nie suszę bo mam wrażenie, że to, co wydostaje się z suszarki (potocznie zwane ciepłym powietrzem) zabije moje pasma. Suszarka = morderca, według mojego kodeksu postępowania z włosami 🙂

Naprawdę popłakałam się, gdy przez moje gapiostwo spora porcja tej odżywki spłynęła do odpływu ZANIM WYLĄDOWAŁA NA MOICH WŁOSACH. Zaczęłam wtedy przeraźliwie krzyczeć wołając męża – jakbym miała nadzieję, że on cofnie czas. Nie cofnął. Wino też go nie cofnęło. Ale, sprawiło, że lepiej poradziłam sobie z tą stratą. To naprawdę bardzo dobra odżywka. Włosy po zabiegu są obciążone i idealnie się układają, zdecydowanie znika problem ich puszenia się, czy elektryzowania. Konsystencja jest super – bo przypomina budyń, a każdy chyba lubi budyń. To produkt, który systematycznie będzie się pojawiał na moich włosach.

No i wiecie, co…, ale ja to się kąpie nago (nie wiem jak Wy) i jak tak z tej półki pod prysznicem zerkał na mnie Wierzbicki ze Schmidtem to dopiero po tygodniu zorientowałam się, że automatycznie wciągam brzuch, gdy wchodzę do brodzika. Coś jest ze mną nie tak.

You may also like

21 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *