Największą tragedią ludzkiej egzystencji jest życie nie w porę.


Cześć kochani,
Nie lubię poradników ani złotych rad. Wtóruję trywialnej zasadzie, że od powiedzenia komuś: będzie dobrze, wcale nie rozstąpi się ziemia i nie stanie się dobrze. Tym samym nie znoszę poradników w stylu:

Schudnij z…

Zmień swoje życie…

Pozwól sobie na szczęście…

Daj sobie szansę…

Może to krzywdzące, ale traktuje je mniej więcej na tym samym poziomie, co słynny Fakt; miło się czyta bajki, ale to wciąż bajki.
Po „Piękne życie” sięgnęłam z typową dla mnie nutą dystansu i zdrowego rozsądku. Nie zakładałam, że przejdę przez więcej niż kilkanaście stron. Dlatego do dziś nie mogę uwierzyć w to, że ta książka została ze mną na dłużej.

Po pierwsze – przeczytałam ją niemal ciurkiem, a po drugie nie jest to poradnik. To raczej monolog kobiety, która postanowiła żyć inaczej. Której ciężko było zwolnić, zamienić szpilki na trampki i spojrzeć na całe otaczające ją życie nieco inaczej. Dlatego też – tak dobrze mi się ją czytało, bo lubię słuchać ludzi i poznawać ich historie.

Shauna w wielu momentach przypominała mi mnie samą. Zabieganą, wiecznie dążącą do ideału, pragnącą zaspokoić potrzeby każdego mijanego człowieka, raczej nieasertywną. Bez szału, ale postanowiłam wykonać kilka ćwiczeń, przez, które przeszła ona sama. Co mi to dało? Wtedy wydawało mi się, że niewiele. Czas jednak pokazał swoje…

Mogę śmiało napisać, że są takie filmy, książki i seriale, które szybko się zapomina. Są nawet takie, których przesłania nie pamięta się już na drugi dzień. W przypadku tej pozycji, pomimo urlopu, spontanicznych wyjazdów, przewrotów w życiu- kilka zdań zostało ze mną na dłużej. Przede wszystkim; pisaną dorocznie listę stu rzeczy, które muszę zrobić w przeciągu dwunastu miesięcy – po prostu rzuciłam w kąt. Obiecując sobie, że wcale nie muszę spełniać swoich wizji z fali noworocznych postanowień, aby być szczęśliwą.

Lista celów została wymieniona na listę wyjątkowych momentów, na którą wpisuję codzienne drobiazgi, które sprawiły, że ten rok jest znacznie lepszy. Z perspektywy czasu działa to na mnie bardziej motywująco niż dążenie do idealnej wagi, fryzury, znajomości języka angielskiego. A za kilkanaście lat, znacznie milej będzie mi czytać wspomnienia, które były dobre niż złościć się, że w 2017 roku nie ważyłam 65 kilogramów. Wtedy też zrozumiałam, że coś co miało być wsparciem – było po prostu listą toksyczną. Czy zastanawiałam się nad tym – czy wpisana „idealna waga” w grudniu 2016 wciąż nią była w połowie wakacji 2017? Raczej nie – z klapkami na oczach, chciałam wykreślać kolejne punkty.

W moim przypadku ta pozycja zrobiła małą rewolucję, uświadamiając mi, że realizacja 80% planu dziennego to sukces, a nie porażka. Pokazując, że mogę pozwolić sobie na słabość, nieproduktywny dzień, czy trampki na firmowym spotkaniu.  Wiem, że do pewnych mądrości się dorasta, ale jestem szczęśliwa, że mogłam zwolnić właśnie teraz.
Polecam każdej kobiecie, która za wszelką cenę dąży do bycia idealną. Nauczyłam się, że nawet mówiąc kurwa mać – wciąż pozostaję sobą, a duszenie emocji może tylko i wyłącznie doprowadzić do migreny.

Piękne życie. Jak nauczyłam się mówić nie, przestałam być idealna i odnalazłam spokój, w Empiku: KLIK

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

You may also like

11 komentarzy

Odpowiedz na „KatarzynaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *