Historia pewnej pościeli…


Cześć Kochani,
są rzeczy, które pojawiają się w moim życiu nagle – tak jak basen w salonie, czy pojęcie pościeli 3D. Kiedy po raz pierwszy usłyszałam, że pościel ma taką funkcję, to wyobraziłam sobie wychodzące z poduszek obłoki chmur i delikatnie łaskoczące mnie w stopy źdźbła trawy. Później (jak zwykle) dostałam po twarzy rzeczywistością, ponieważ pościel 3D to nic więcej, jak poszewki ze świetnym nadrukiem, a basen w salonie to tak naprawdę dmuchana miska w której nawet za dobrze nie mogę wyprostować nóg. Jednak wciąż i niezmiennie pozostanę fetyszystką szumnych nazw, które później w konfrontacji z prawdą będą delikatnie ranić serce.
Nie oszukujmy się: jestem jeszcze bardzo młodą panią domu – co mi schlebia, bo lata mijają, a ja wciąż jestem bardzo młoda. Kiedy wyprowadzałam się z domu, aby zamieszkać ze swoim Lubym otrzymałam posag, a w tym posagu kilka starych pościeli, ale jak to mama określiła: „jeszcze się nadadzą.” O dziwo – Luby dostał taki sam dorobek rodziny na dalszą drogę. Zaczęliśmy więc swoje życie na kilkunastu używanych pościelach w wynajętym mieszkaniu. I choć minęło już parę lat (dokładniej cztery) to my dorobiliśmy się zaledwie kilku nowych kompletów i to przy okazji wycieczek  integracyjnych do Ikei. Jakoś tak się składało, że zawsze było coś innego, ważniejszego do kupienia, np. trzy średnie pizze z Telepizzy albo butelka wina, czasem też po prostu Domestos i papier toaletowy. (Żartuje nigdy nie byłam tak rozrzutna żeby kupować Domestosa – sięgam raczej po „płyn Heros do mycia wc”)
No, ale! Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
Zdjęcie użytkownika Czas na Sen.W sklepie Czas na Sen, znalazłam swoją pierwszą pościel 3D – bo jak kupować coś, to już na wypasie, tak, aby za lat kilkanaście bez wstydu przekazać w formie posagu swojej córce. Śmiejcie się, śmiejcie – ale, założę się, że każdy z Was wyszedł z domu z kompletem pościeli i niechcianymi przez całą rodzinę obtłuczonymi kubkami.

Myślę, że teraz bez problemu możecie sobie wyobrazić jakim wydarzeniem było kupienie pierwszej pościeli w sklepie online. Żeśmy najpierw z Lubym podłączyli laptopa do telewizora (aby, lepiej widzieć kolory), a potem żeśmy przerzucali, dyskutowali, a nawet żeśmy intensywnie gestykulowali przekonując się wzajemnie, który wzór wybrać. Jak już wybraliśmy wzór…
okazało się, że nie mamy pojęcia jakie wymiary ma nasza kołdra i poduszka. Luby coś tam marudził, że zdecydowanie mają za małe wymiary, jak i całe łóżko, jak i sypialnia, jak i mieszkanie… W sumie to puściłam to mimo uszu ponieważ zakładam, że od marudzenia sytuacja się nie zmieni. Tośmy w końcu wygrzebali centymetr krawiecki (też otrzymaliśmy go w posagu) i zaczęliśmy mierzyć. Zamieszania przy tym było…ale najważniejsze, że się udało! 220 x 200 cm – mam nadzieję, że przez lata nie wymienimy teraz kołdry, no bo kto będzie się znowu uczył jej wymiarów (?)

I muszę Wam powiedzieć, że gdy przyjechała nasza przesyłka to z pewną dozą niecierpliwości brutalnie rozrywaliśmy opakowanie – jest! Nasza, pierwsza, własna, pościel 3D! A ile było szczęścia, jak okazało się, że w komplecie jest również PRZEŚCIERADŁO! Naprawdę! Tego się nie spodziewaliśmy – jakby poszewki na poduszkę i kołdrę to okej, ale PRZEŚCIERADŁO?! Poczuliśmy się, co najmniej jakbyśmy wygrali sto złotych w totolotka!

Od razu powiedziałam do męża – czekaj! Zrobię zdjęcia na bloga, jak tak ładnie sobie leży. Jak ją wyjmujemy. Musiałam go przekonać, że po praniu i prasowaniu nie będzie już taka sama. Będzie jakby używana, trochę po przejściach. Zrozumiał, że właśnie wtedy był idealny czas, aby upamiętnić jej nienaruszoną urodę.
Nie ma co ukrywać – mąż przegrał w momencie decyzyjnym, czyli podczas wybierania wzoru. No, ale kto niby rządzi w tym małżeństwie? No kto? (Kotku, mam nadzieję, że tego nie przeczytasz…) Dlatego za sprawą jednej pościeli postanowiłam przemienić naszą sypialnie w ogród pełen tulipanów.

Na zdjęciu pościel nie jest wyprasowana, ale tak jak pisałam wyżej – zależało mi na pokazaniu jej dziewiczej urody 🙂 I co mnie totalnie zaskoczyło, prześcieradło ma dokładnie taki sam wzór jak poszewki. Mówiąc wprost: można wskoczyć do samego środka tego kolorowego raju. (A nie tylko się nim okryć.)

Pościel ma bardzo intensywne kolory, co sprawia, że rzeczywiście wyróżnia się na tle innych, klasycznych poszewek. Jest wykonana z dobrego gatunkowo materiału, który jest bardzo miękki podczas kontaktu ze skórą. Po praniu i prasowaniu kolor nie stracił na swojej intensywności – uprzedzam, jeżeli część z Was stawia na stonowane odcienie.
Prasuje się ją bardzo dobrze i świetnie się pod nią śpi. Nie jest sztuczna, a w kontakcie z potem nie wytwarza nieprzyjemnego zapachu. Zdecydowanie mogę ją polecić jak i sklep w którym ją kupiłam 🙂

Czas na Sen: KLIK

You may also like

12 komentarzy

  • Taaa… też dostałam kilka pościeli w posagu, takich co się przydadzą, ale został z nich może jeden komplet. Jestem minimalistką i jeżeli coś mi nie jest potrzebne, nie ma miejsca w moim domu;)
    również mam pościel 3D, o wiele ładniej prezentuje się wyprasowana;)
    Zastanawiam się, jak tak żywe kolory będą zachowywały się po kilku praniach – u mnie trochę wyblakły…

    • u mnie mam nadzieję, że te pościele zaczną się wykruszać i będą już same nowe, moje 🙂 o tak! wyprasowanie to, to, co ta pościel potrzebuje 🙂

  • Nie będę Cię zniechęcać do takiej pościeli, bo pewnie wszystko jest kwestią materiału – kupiłam taką, z której jestem niezadowolona (właśnie 3D).
    Długo mogłabym wyliczać wady mojej pościeli.
    Twoja niech Wam służy jak najdłużej! 🙂

  • To właśnie chwytliwe nazwy mają za zadanie zachęcić do nabycia przyszłych posiadaczy.
    Pościele z takimi nadrukami są zazwyczaj bawełniane, mięciutkie i wspaniale się w nich śpi.
    Marudzenie nieatpliwym elementem codzienności. Nieznane wymiary? Zawsze można zmierzyć. 😀 Pościel ładniej wygląda w rzeczywistości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *