Piękno zaczyna się w chwili, kiedy decydujemy się być sobą

Piękno zaczyna się w chwili, kiedy decydujemy się być sobą


Cześć Kochani,
uświadomiłam sobie, że jestem naprawdę złym człowiekiem. Mąż wrócił. I nie powinnam narzekać, no bo wiecie, czy jest coś przyjemniejszego niż noce okraszone słodkim chrapaniem? Małe, wełniane zawiniątka potocznie nazywane skarpetkami w sposób artystyczny ulokowane w mieszkaniu? No i przede wszystkim, czy może być coś złego w lodówce z której samo znika jedzenie? Wraz z jego przyjazdem zakończyłam pewien etap w życiu: eksperymenty kosmetyczne. Mieszkanie samej miało ogromną zaletę; mogłam poświęcić cały wieczór na mazianie się różnorodnościami bez żadnych konsekwencji. Wysypka? A co mnie to obchodzi? Sama mieszkam, nikt nie widzi. Twarz tak nawilżona, że, aż swoim blaskiem oświetlała pokój? Poproszę, codziennie. I tak mogłabym w nieskończoność. Rossmann Polska kiedy tylko wyczytał na moim blogu, że mąż wyjeżdża wysłał mi cały pakiet turbo kosmetyków, aby mój mąż po powrocie zrobił WOW. Czy zrobił? Nie wiem, do tej pory zbiera szczękę z podłogi. Zresztą, sami sobie poczytajcie:
Znalezione obrazy dla zapytania Hada Labo TokyoCzęść z Was już przekonała się do japońskiej pielęgnacji cery, dzięki niesamowitym zdjęciom kobiet, które dbają o siebie i wyglądają jak wieczne nastolatki. Część z Was jednak wciąż podkreśla, że taka pielęgnacja jest czasochłonna i bardzo droga. Myślę, że w idealnym momencie Rossmann Polska wprowadził do swojej oferty kosmetyki Hada Labo – to właśnie dzięki nim możemy poczuć się jak Japonki, a nasz budżet, wciąż pozostanie w dobrej formie.

Warto podkreślić, że Hada Labo to marka numer jeden na japońskim rynku kosmetycznym. Czy to dla Was wystarczająca zachęta?

Cała seria Hada Labo  jest wolna od zbędnych składników obciążających skórę – składy są proste i odpowiednie nawet dla cery wrażliwej.
Opowiem Wam o tym, jak wyglądała moja codzienna japońska pielęgnacja cery. I słowo honoru: nie była ona czasochłonna.

Hada Labo Tokyo, Gentle Hydrating Cleanser, kremowy żel oczyszczający do mycia twarzy, 150 ml, cena 39,99,-

Już pod prysznicem myłam twarz  żelem oczyszczającym, który rozpoczynał rytuał pielęgnacyjny. Kremowy żel ma bardzo puszystą konsystencję, która po kontakcie z wodą zmienia się w piankę. (Ta sztuczka powinna być Wam już bardzo dobrze znana.) Nie podrażnia oczu – mimo, że kilka razy tam się dostał. Świetnie zmywa resztki makijażu. Jest bardzo delikatny i ma subtelny zapach. Jako, że buteleczka nie zawiera żadnych klejonych etykiet bez uszczerbku na wyglądzie nocował i żył pod prysznicem mając się przez całe swoje życie w świetnej formie.

Zdarzało się nawet, że myłam nim twarz kilka razy dziennie bo miałam ochotę się odświeżyć. Szczególnie, gdy we Wrocławiu był niesamowicie upalny weekend. Skóra bez dalszej pielęgnacji była nawilżona, bez efektu ściągnięcia.  Zawiera Hyaluronic Acid to ekskluzywna, japońska kombinacja kilku rodzajów kwasu hialuronowego, który głęboko nawilża i wypełnia skórę.

Po wyjściu spod prysznica sięgałam po:

Lotion No.1 – Super Hydrator, intensywny nawilżacz skóry, 150 ml, cena 45,99,-

Ten produkt najbardziej mnie zaskoczył, no bo jak to i dlaczego nie wiedziałam, że w Japonii sprzedaje się co dwie sekundy?

To super nawilżacz skóry, który jest bestsellerem tej marki. Nakładałam go na twarz, szyję i dekolt  najpierw rozgrzewając go w dłoniach. Wchłaniał się dosłownie w sekundę… no niech będzie w dwie sekundy. Wyczytałam, że można go stosować również na makijaż i raz się odważyłam i muszę Wam powiedzieć, że wcale nie zważył podkładu, a jedynie delikatnie odświeżył cerę po kilku godzinach marszu. Dlaczego użyłam go tylko raz? Bo w pracy nie mogę pozwolić sobie na taką awangardę czasową, a zaraz po pracy zmywam makijaż. Weekendy natomiast upływają mi pod znakiem #nomakeup.

Jako, że aplikacja nawilżacza zajmowała mi dosłownie chwilkę, w między czasie po prostu sięgałam po kolejny preparat:

Concentrated Water Serum, wodne serum Lock-in-Moist na dzień i na noc, 30 ml, 54 zł

Jest to bardzo dobre serum zarówno na dzień, jako baza pod makijaż jak i na noc. Wieczorami miałam swój rytuał japońskiego piękna dlatego był mi niezbędny. To właśnie wodne serum lock-in-moist pozwalało mi na ulubioną czynność pielęgnacyjną: bicie się po twarzy. (Serio!) No dobra, delikatne wklepywanie preparatu w skórę twarzy. Ale, jaka ja się męska wtedy czuję! Jak mój ojciec, który wklepywał wodę kolońską w twarz zaraz po goleniu. Ach! Mój testosteron wariuje.

I tak naprawdę to była pierwsza warstwa, której pozwalałam się na spokojnie wchłonąć. I chwilkę to trwało – dokładnie tyle, co posmarowanie nóg balsamem nawilżającym. Ten preparat ma za zadanie nawilżyć skórę i zatrzymać w jej wnętrzu wilgoć na wiele godzin. Cera po zastosowaniu jest bardzo rozświetlona i wygląda zdrowo (nie wiem czy spisze się w przypadku cery tłustej). Ale, mogę pisać o zmniejszeniu widoczności cieni pod oczami, bo są one naturalnie rozświetlone 🙂

No i później już moja wisienka na torcie:

Hada Labo Tokyo, Skin-Plumping Gel, hydro-żel wypełniający skórę na dzień i na noc, 50 ml, 49,99,-

To ostatni krok, aby japońska pielęgnacja cery była zakończona. Ale, to jednocześnie krok, którego nie lubiłam najbardziej. Hydro-żel ma świetną konsystencję – niczym galaretka. Absolutnie rewelacyjnie się go nakłada, ale…pozostaje na twarzy w formie świecącej się warstwy. Kiedy wieczory spędzam z mężem, nie chciałabym siedzieć obok niego i świecić się tak, że o wieczornym przytulaniu mogłabym zapomnieć. Mimo wszystko – nawet po najlepszej pielęgnacji chciałabym czuć się zmysłowa i kobieca, a nie okryta warstwą żelu. Kremy nawilżające, które znam po jakimś czasie się wchłaniały i cera wyglądała okej. Tutaj jednak, aż do porannego mycia twarzy utrzymywała się warstwa żelu.

Muszę mu jednak przyznać, że doskonale nawilża cerę i jest po prostu rewelacyjny, gdy cierpimy na suche skórki. Jest na swój sposób maseczką – po jednej aplikacji już wyglądamy znacznie lepiej 🙂 Kiedy mieszkałam sama nie żałowałam go sobie, teraz jednak  wolałabym nieco lżejszy produkt na wykończenie japońskiej pielęgnacji cery.  I całe szczęście, że marka Hado Labo proponuje jeszcze kilka innych kremów końcowych.

Wszystkie kosmetyki posiadają fajne, stylowe opakowania, które są ozdobą łazienki. Do tego są bardzo trwałe i wydajne. A taka trzymiesięczna kuracja jest wręcz idealna, aby zregenerować skórę i poczuć się wyjątkowo.

You may also like

10 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *