Nie bój się latać! Jeszcze się nie zdarzyło, żeby samolot nie wrócił na Ziemię

Nie bój się latać! Jeszcze się nie zdarzyło, żeby samolot nie wrócił na Ziemię

Znalezione obrazy dla zapytania podróże cytaty
Cześć Kochani,
Wychodzę z założenia, że czasem trzeba uciec. Nie odebrać telefonu, zignorować wiadomość na messengerze – zakopać się. Gdzieś  pod trzynastym kocem, w dresach, zakryć głowę poduszką, aby nie słyszeć. Czasem trzeba też uciec – biegnąc; albo przed siebie albo za siebie. Po prostu spojrzeć na to wszystko z innej perspektywy. Ja najefektywniej uciekam podróżując albo sięgając po wszystko, co mogłabym zrobić po raz pierwszy w swoim życiu. To możliwość poznawania nowych osób i nowych przeżyć sprawia, że resetuje się najskuteczniej. A, że mimo wszystko jestem pracoholiczką – wybrałam opcję SUPER PRZYSPIESZONEGO RESETU… w chmurach! Przez dziesięć minut.  Przeczytajcie relację z mojej wyprawy samolotem ultralight!
Znalezione obrazy dla zapytania katalog marzeńNa ostatnim spotkaniu blogerek (relacja TUTAJ) otrzymaliśmy od firmy Katalog Marzeń vouchery uprawniające do lotu samolotem ultralight przez dziesięć minut. Atrakcja zlokalizowana była w Golędzinowie – na lotnisku w okolicach Wrocławia. Pomyślałam sobie, że to idealny pomysł na spędzenie pierwszego wolnego popołudnia zaraz po przyjeździe mojego męża do Polski. (Wpadł na kilka dni, już znowu go nie ma.) Dlatego szybciutko wykupiłam dla niego voucher – mogłam wybrać albo szybką wersję w formie pdf (rzeczywiście zajęło to kilka minut) albo zamówić elegancką formę pocztą. Ta druga opcja idealnie sprawdzi się, gdy postanowimy sprawić taką przyjemność z okazji urodzin czy też imienin naszym bliskim.
Tak wygląda voucher:

foto:  https://ladetre.pl/

No to wzięłam tego swojego męża (po wcześniejszym umówieniu się z pilotem) pod pachę i udaliśmy się przeżyć podniebną przygodę. Gdy, dotarliśmy na miejsce powietrze pachniało jakby inaczej, a ilość przestrzeni przed nami, za nami i obok nas wpływała rozluźniająco na absolutnie każdą partię ciała. Byłam w szoku, że tylko trzydzieści minut od Wrocławia może znajdować się takie miejsce. A w nim? A w zasadzie na nim – kartonowy samolot. No dobra, może nie jest kartonowy, ale Pan Pilot ciągnął go JEDNĄ RĘKĄ. I uprzedzę Wasze pytania: nie był on żadnym siłaczem, a jego mięśnie mogłabym porównać do swoich. I wcale nie miałam zamiaru go obrazić! Po prostu mikroskopijna wielkość tego samolotu wywołała we mnie przerażenie – ja tam pojechałam, aby się relaksować, a nie popełnić samobójstwo.

Nic dziwnego zatem, że, gdy Pan Pilot skierował pytanie w stronę męża i mnie, które z nas leci jako pierwsze zaczęłam piszczeć i klaskać wydając z siebie dźwięki zbliżone do: weź mojego męża, weź go, będzie fajnie, idź, idź, idź, ja tu zostanę i popatrzę. No to poszedł, a ja na wszelki wypadek dałam mu wcześniej całusa i starałam się zapamiętać jego ostatnie słowa.
Schroniłam się w cieniu i postanowiłam patrzeć.
Mąż wsiadł jako pierwszy – samolot przechylił się na prawą stronę. Oho! Wiedziałam, że  mąż ma kilka kilo na plusie, ale żeby zaraz z taką łatwością  przechylać samoloty. Wsiadł i Pilot, a samolot odzyskał równowagę. Trochę było przy tym hałasu, ale zanim zdążyłam wyciągnąć aparat już ich nie było. Wtedy pomyślałam sobie, że muszę szybciej mrugać bo widocznie zbyt dużo rzeczy umyka mi przez te krótkie momenty.

Wrzuciłam kilka zdjęć do sieci, jakbym chciała dać Wam znać, że jak coś się stanie to ja wcale się nie bałam i odeszłam podczas spełniania marzeń. Zanim się obejrzałam mąż był obok mnie – ufff, zdecydowanie nie jestem gotowa na bycie wdową. Szedł w moją stronę trochę zbyt uśmiechnięty. Nabrałam podejrzeń, że zatrzymali się gdzieś, aby robić same niecne rzeczy. (Ale, z drugiej strony nie było go tylko przez moment.) Ostatni raz widziałam tak szczęśliwego męża, kiedy ślubował mi w Urzędzie. (Tak, tak, naprawdę w to wierzę…) Podszedł do mnie i nienaturalnym dla niego podekscytowanym tonem zaczął mi mówić o tym jak bardzo muszę polecieć i jak będzie super i jeszcze to i jeszcze tamto i to też. No dobra… to poszłam w stronę tego kartonu udając, że nie mogę się doczekać.

Wlazłam do środka – dobrze, że obok siedział już Pan Pilot (mąż nie  był skazany na obserwowanie jak na skutek wagi ciała swojej żonki samolot się przechyla.) Uśmiechał się do mnie, w zasadzie i mąż i Pilot. Ładne kwiatki… dostałam przykaz, aby ubrać słuchawki – takie jak na filmach! I zapiąć się pasami. Potem krótka seria pytań o samopoczucie, nastawienie i ogólne podejście do tematu. Kiwałam głową mówiąc, że wszystko jest jak najbardziej okej – kto jak kto, ale ja się nie przyznam, że mam pietra.

No i ruszyliśmy! No i dobra – wtedy naprawdę byłam szczęśliwa. Wszystkie te pozytywne hormony zaczęły się wydzielać i z podekscytowania kręciłam się na fotelu patrząc w lewo, w prawo, za siebie i przed siebie – chciałam zobaczyć wszystko. Wtedy Pan Pilot zaproponował, że możemy ściągnąć drzwi, a ja zrobię sobie fajniejsze zdjęcia. No i właśnie wtedy przestałam być chojrakiem i zdecydowanie odmówiłam mówiąc, że już przyzwyczaiłam się do obecności drzwi w samolotach. Szczególnie, że jak spojrzałam w dół, to cytując Tuwima, zobaczyłam:

Wielkie góry – jak kupki piasku,
Wielkie drzewa – jak krzaczki w lasku,
Rzeki – srebrne wstążeczki,
Łąki – zielone chusteczki,
Domy – klocki drewniane,
Pola – kratki malowane,
Jeziora – jak donice,
Pociągi – jak gąsienice,
Ludzie – jak mrówki


Czy dziesięć minut to za mało? Dla mnie zdecydowanie nie! Przy siódmej minucie już miałam dosyć, cały lot był pełen wrażeń. Mogłam nawet sama kierować tym kartonowym cudem! Naprawdę! Jednak po kilku ruchach zaczęłam piszczeć i oddałam stery w odpowiednie ręce. Zdecydowanie nie ufam sobie w takich sytuacjach, a po drugie to przerażające, że na moment otrzymujesz władzę nad takim sprzętem i rzeczywiście możesz nim skręcić, wspiąć się, polecieć w dół. Po takich wrażeniach, chciałam już chyba tylko cieszyć się pięknymi widokami, ale! Ale, źle odpowiedziałam na jedno z pytań:

  • Czy ma Pani ochotę na więcej?
  • No pewnie!

I to był właśnie błąd. Samolot nagle poleciał w dół, mimo pasów, niemal całowałam się z przednią szybą, a aparat wraz z telefonem leżały już pod moimi stopami. Naprawdę! Cholera, naprawdę myślałam, że spadamy. Jak się potem okazało – była to tylko taka sztuczka. Taka sama jak ta, kiedy robiliśmy kółka, gwałtowanie skręcaliśmy i podlatywaliśmy w „wiry”, które sprawiały, że wszystko się trzęsło. Mój mąż natomiast ten moment do dziś wspomina, jako ten najlepszy  i najfajniejszy. Ja przy całej swojej ekspresyjności wolę jednak prostsze formy 🙂

To była świetna przygoda z bardzo fajnym Pilotem. Dowiedziałam się kilku ciekawostek na temat regionu, zrobiłam fajne zdjęcia, a mój humor zmieniał się jeszcze dynamiczniej niż zwykle. Kiedy poczułam ziemię pod swoimi stopami – jednego byłam pewna, dobrze, że wylądowaliśmy. Bawiłam się absolutnie wspaniale i w krótkim czasie doświadczyłam czegoś zupełnie nowego.

A dla wszystkich, którzy jednak wolą stąpać twardo po glebie, polecam firmę Katalog Marzeń, gdzie z pewnością znajdziecie inne, równie ciekawe atrakcje! Przed nami czerwcówka to dobry czas, aby coś zarezerwować!

You may also like

18 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *