Ziemia przecież powinna się choć zatrząść, jeśli przed człowiekiem staje nagle w trzech wymiarach jego niejasne dotąd marzenie.

Chodzę na te swoje studia i na tej mojej uczelni w kółko powtarzają mi, że nie można dobrze pisać, jeśli się dużo nie czyta. No to czytam. Ale, Pani Urszula chyba dużo nie czytała. Chociaż jeśli to debiut Pani Urszuli – to mogę powiedzieć, że jest dobrze i zachęcić do dalszej pracy. Ale, mogło być lepiej – brakuje tu tylko kilku krytycznych spojrzeń na tą powieść przed jej wydaniem. Brakuje takiego przyjaciela, który szepnąłby Pani Uli – poczekaj, wstrzymaj się, popraw to, możesz to zrobić lepiej.

Chyba, że było gorzej, a ja zapoznałam się z tą lepszą wersją.

Komunikat specjalny: w tekście znajdziecie ogromną ilość treści uznawanej za zdradzającą fabułę. Czytelników, którzy chcą sięgnąć po ten tytuł wypraszam i zapraszam do innych moich notek.

Naprawdę bardzo dobry pomysł na fabułę, świeży, na czasie, intrygujący, przyciągający:

Polska B z nieproszoną wizytą w Polsce A. Młody pracownik supermarketu z dyplomem w kieszeni chce wyrwać się z małomiasteczkowej biedy i zarobić wielkie pieniądze w dużym mieście. Za wszelką cenę. W desperacji posuwa się do czynu ostatecznego.

Do tego mocna, konkretna okładka, która wiele obiecuje. Ciekawy fragment książki wewnątrz – chociaż jak się później okazało, wybrany chyba „od czapy” bo niewiele ma wspólnego z całością. Ale, ale… dużo obietnic, pobudzona wyobraźnia i to wszystko na wstępie. Z ogromną przyjemnością zaczęłam czytać.

Przeczytałam kilkanaście kartek i byłam przekonana, że to będzie dobra powieść. (Jak mogłam się, aż tak bardzo pomylić? Dr Lewiński już stąd przepraszam za to, że dałam się tak nabrać. A przecież słucham na zajęciach…)

Nie przeszkadzała mi nawet bardzo wolno rozwijająca się fabuła. Jednak nie mogłam znieść tego, że niemal każdy bohater książki wypowiadał się w ten sam sposób – zarówno prosty chłopaczek, jak i jego matka, biznesmen średniego szczebla no i na dokładkę student medycyny. Każdy z nich używał tych samych sformułować i żaden z nich (NIESTETY) nie otrzymał specyficznej dla siebie językowej naleciałości. Dlatego całość czytało się mdło. Ciężko uwierzyć w niesamowite dylematy moralne, problemy małe i duże, kiedy każdy bohater komunikuje się z czytelnikiem w ten sam sposób.

Mimo wszystko, dobrze się ją czyta. Bo po prostu płynie. Bez większego sensu, bez namysłu. Rozmyta zbyt długimi wątkami, bohaterami niezdolnymi do podjęcia jakiejkolwiek decyzji, aż do momentu…

Aż do momentu kiedy staje się pewne, że mamy do czynienia z momentem kulminacyjnym. Z zapartym tchem czytałam i cieszyłam się z rozwijającej się akcji. Jedno było pewne: miałam do czynienia z kryminałem. A jak to w kryminałach bywa: obstawiłam kto zabił i jak się to wszystko skończy. Gorzej tylko, że obstawiane przeze mnie zakończenie na zasadzie: „ta książka nie może się zakończyć w ten sposób – to będzie zbyt łatwe i banalne” spełniło się.  I to był gwóźdź do trumny.

Byłam wściekła na książkę, na Panią Urszulę – jak mogła pójść na taką łatwiznę? Dlaczego zarysowała sobie pomysł na powieść, ale już nie na zakończenie? Dlaczego nie poszukała inspiracji? Czy gonił ją termin? Czy była już tak podniecona wizją wydania swojego debiutu, że napisała takie coś?

Książka, której zakończenie obstawiamy już w połowie nie jest dobra.  Potencjał książki nie został wykorzystany. Nie polecam.

You may also like

9 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *