Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść. Niepokonanym…


Przyznam szczerze, że w przypadku Teatru ToTu i sztuki ,,Dziewczynka z zapałkami” powinnam napisać:

Trzeba wiedzieć kiedy na scenę WEJŚĆ. Niepokonanym…

Sobota, godzina 17sta, magazyn w którym kilka miesięcy wcześniej bawiłam się na osiemnastce koleżanki – dziś przemienił się w teatr. (Ale, taki teatr przez małe, wręcz mikroskopijne t.) Przybyliśmy trzynaście minut przed HUCZNIE ZAPOWIADANĄ PREMIERĄ, a tam w zasadzie pustki (a przecież miało być 150 osób.) Nie wiem dokładnie ilu nas było (tych zapaleńców), ale nie więcej niż dwudziestu pięciu.

No i przez te trzynaście minut KATOWALI NAS, naprawdę nas katowali (do szaleństwa wręcz) komunikatami, które miały zrobić klimat, a sprawiły, że chciałam wygryźć tętnice swojemu parterowi, aby nie cierpiał. Zresztą pomysł z komunikatami zaczerpnięty od rewelacyjnego teatru Ad Spectatores. (Ale, o tych bądź co bądź strasznych i nieumiejętnie wykorzystanych inspiracjach później.)

Po trzynastu minutach siadamy w głównej sali, a widok pustych krzesełek wręcz poraża i ściska za gardło (SKĄD CI LUDZIE WIEDZIELI ŻEBY NIE PRZYCHODZIĆ?)
Jacek Kupczak – jednocześnie reżyser sztuki jak i scenograf. I o ile to pierwsze nie udało mu się kompletnie, tak scenografia muszę przyznać była najlepszą rzeczą jaką zobaczyłam przez te osiemdziesiąt minut.

Panie Jacku, nie wiem kim Pan jest, ani skąd zrodził się w Panu pomysł na stworzenie sztuki, ale

myślę, że idealna rola dla Pana to poprowadzenie kółka teatralnego w liceum.

Na sztuce nie można rozmawiać, ale my nie mogliśmy się powstrzymać i wymienialiśmy z Lubym to raz negatywne komentarze; to dwa znaczące spojrzenia. Trzy razy zapytaliśmy się siebie czy możemy wyjść wcześniej, a raz nawet zapytałam się Lubego czy na kolację zjemy wołowinę! Luby przytaknął i później stwierdził, że to właśnie wizja wołowiny pozwoliła mu wytrwać na swoim krzesełku. Ale, do rzeczy!

Przez całe swoje życie grałam w rozmaitych szkolnych przedstawieniach (raz nawet na wrocławskim rynku!) i już wiem jak mój ojciec czuł się, gdy raz w życiu przybył na sztukę w której grałam i było to właśnie w liceum.  PORAŻKA i tylko duma z dziecka może uratować tą całą sytuację.

Tak też się czuliśmy i tak brzmiała jedna z naszych uwag:

– Wyobraź sobie, że w tej sztuce gra nasze dziecko i bądź dumny, bądź dumny!

Poziom sztuki spadł na samo dno, gdy podczas spektaklu śmiała się tylko zaprzyjaźniona z teatrem Pani fotograf oraz gdy w trakcie sztuki ktoś z obsługi „na kuckach” poprawiał scenografię.

ALE, ALE

Pani Brygido Ryczaj (charakteryzacja) dlaczego Pani tak nieumiejętnie zainspirowała się Timem Burtonem? Król, którego Pani stworzyła WYGLĄDA JAK ŻAŁOSNA I NIEPRZEMYŚLANA KOPIA Heleny Bonham Carter w roli Czerwonej Królowej. Myślę, że musi Pani pamiętać o tym, że ABY SKOPIOWAĆ POMYSŁ OD MISTRZA TRZEBA BYĆ CHODZĄCĄ NAGRODĄ NOBLA! (Czytaj: Pulp Fiction i słowa: naślę na niego kilku czarnuchów, którzy popracują nad nim z obcęgami i palnikiem z filmu Charley Varrick.)

I ostatnie zdanie w stronę Pani Brygidy: Johnny Depp nie jest irytujący jako kapelusznik, ale dziewczyna z tikami nerwowymi, niesamowicie wkurzającym głosem i mimiką za którą chciałam wyrwać jej włosy z głowy i wyczyścić nimi pobliski przystanek autobusowy JEST IRYTUJĄCA.

Zaraz po scenografii warto zwrócić uwagę na Kacpra Rękosiewicza, który jako jedyny ma szansę na sukces na szklanym ekranie. Trochę jeszcze pracy przed nim, ale ma szansę. Był seksowny, był męski, był dobrze wykreowany, był spójny. Ta ostatnia scena z gitarą była lekkim przegięciem, które zdecydowanie samego Kacpra ściągnęło w dół, ale… to przecież nie spektakl idealny.

Pani Izabelo Gawlas (główna rola) uciekaj Pani z tego teatru! UCIEKAJ! Otwórz swoje serce jeszcze bardziej na muzykę i pokaż się z zupełnie innej strony. Trzymam za Panią kciuki.

Co do reszty…

niech przemówi do Was ten obrazek:

Aktorzy wyszli z ról, zaczęli ustawiać się na scenie, aby zwieńczyć spektakl gromkimi brawami i co? I przez trzy sekundy nikt nie bił braw – sytuację uratowała zakręcona Pani fotograf. Owacji nie było.

AHA! Poziom dotknął DNA, MUŁU I WODOROSTÓW, gdy tleniona lala przepchnęła się przez moje nogi w stronę mojego Lubego i swoim małym B wymachiwała mu przed oczami – próbując zaaranżować scenę prywatnego tańca w burdelu. Proszę Pani… mój facet najada się w domu, a za cały spektakl zapłaciliśmy trzynaście złotych od osoby… proszę siebie cenić.

NIE POLECAM.

You may also like

18 komentarzy

  • Spektaklu nie widziałam, trafiłam tu przypadkiem. Pisać recenzje też trzeba umieć. Nawet jeśli to rzeczywiście był ,, poziom DNA, MUŁU WODOROSTÓW” to komentowanie biustu którejś z aktorek i wycieczki do życia osobistego osób w to zangażowanych jest totalnie nie na miejscu.
    Jeśli poziom tej sztuki rzeczywiście siegała dna to Pani powinna dołaczyć do tej ekipy. Wpasowałaby się tam Pani idealnie.

    • Pani Anno,
      Jeżeli przedstawienie jest na poziomie gimnazjalno – licealnym to groteskowe, a wręcz nie na miejscu jest wprowadzenie tandetnych scen erotycznych. Uważam, że aktorka powinna zmienić koncepcję na ten fragment spektaklu. W takiej formie ta scena była nie do przyjęcia i niestety nie można tego zrzucić na kabaretową część sztuki – bo kabaretu tam nie było.
      Recenzja też to raczej nie jest – to moje subiektywne zdanie, jak wszystko na tym blogu 🙂 Proszę się nie przejmować, to tylko bloga i kilka zdań na temat spektaklu do moich czytelników, którzy bądź co bądź lubują się w tym moim „prostym i dosadnym” formułowaniu zdań. Czego dowodem (dla mnie) jest ponad 25 tys. fanów zapisanych do newslettera.
      Naprawdę: nerwy w konserwy i na eksport!

      • sceny erotyczne? jakie sceny erotyczne? o czym Pani Weronika pisze? Ja byłem też na spektaklu i dla mnie i mej lubej był ok i żadnych takich scen tam nie było…
        Musiało pani coś mocno zajść za skórę, albo jest pani chorobliwie zazdrosna o męża i kazdy kto na niego spojrzy jest spalony. stąd ten jad w pani tekście i te czerwone usteczka na pani buśce, a to tłumaczy i te 25 tys lajków…
        powodzenia…

        • Panie Andrzeju,
          nie napisałam o scenach erotycznych – tylko scenie 🙂 Ten moment zbiorowego tańca, gdzie każdy aktor miał improwizację. Pani „w blondzie” akurat postawiła na taką formę. Mnie i mojemu Lubemu ona nie odpowiadała i raczej nie jest to związane z zazdrością. Raczej z poczuciem estetyki i poszanowania swojego ciała.
          Czy spektakl przypadł komuś to gustu to forma tylko i wyłącznie pojmowania piękna – to mój komentarz do spektaklu. Pisałam już żeby nie brać tego poważnie – nie jest to forma gazetowej recenzji, nie jest to nawet podpisane nazwiskiem znanej osoby.
          Czy coś mi zaszło za skórę? Nie, raczej nie 🙂 Nie znam ludzi z teatru – opisałam mój świat przeżyć, który towarzyszył mi przed, w trakcie i po spektaklu.
          Co do czerwonych usteczek – Panie Andrzeju, trzymajmy poziom.

          • ,,gdy tleniona lala przepchnęła się przez moje nogi w stronę mojego Lubego i swoim małym B wymachiwała mu…” I Pani prosi o trzymanie poziomu???

          • Całe szczęście ja nie zmuszam nikogo do płacenia za możliwość czytania mojego bloga – czego nie można powiedzieć o tej ‚sztuce’ 🙂 A wszystkim, którzy się napinają jeszcze raz powtórzę: wyluzujcie – to mój komentarz, mam do niego prawo. Jeżeli komuś sztuka przypadła do gustu – niech napisze swój tekst, zostawi mi link, chętnie spojrzę na inny punkt widzenia!

  • Abstrahując juz od jakości spektaklu i grających w nim aktorów uważam całą tą recenzje za jedną wielką pomyłkę. Czasami lepiej nic nie powiedzieć niz powiedzieć za dużo. Zamiast docenić poświęcenie aktorów i prace jaką włożyli w cale przedsięwzięcie, bezczelnie ich pani obraża. Byłam na spektaklu i osobiście uważam ze nie było aż tak źle a żaden szanujący się krytyk który krytykiem się zowie nie napisały czegoś takiego, nie posunłby się tak daleko. Proszę na przyszłość się nad tym zastanowić bo obecna recenzja była ,,przez bardzo małe r,,. Proszę iść do domu i zająć się marynowaniem wołowiny pozdrawiam 🙂

    • Ale, to nie jest recenzja 🙂 Oprócz tekstu warto przeczytać również komentarze. Ani razu w tekście nie pada słowo recenzja – to komentarz, moje odczucia, moja opinia. A jako, że dysponuję takim miejscem w sieci to go opublikowałam – w przeciwnym razie mogłabym tylko podzielić się nim z bliskimi.
      Przypominam również, że nie jestem krytykiem, ani tym bardziej krytykiem teatralnym, więc ten komentarz mnie nie obraża 🙂
      Poświęcenie i starania mogę docenić, gdy sztuka wystawiana jest bezpłatnie, a nie gdy jest zabiletowana – to oznacza tylko tyle, że aktorzy czują się na tyle dobrze, aby śmiało wystawić się na krytykę.
      Wołowina wyszła pysznaaa! Mniam! Zostawić przepis?

  • Faktycznie zgadzam się z autorką bloga: recenzja to to nie jest. Brakuje tu rzetelnych informacji nie tylko o stronie artystycznej (subiektywne odczucia) ale i technicznej. Spektakl… no cóż. Nie powalał. Wg mnie to nie wina „aktorów” (przypomnę, że widzięliśmy amatorów na różnych poziomach ale jednak amatorów) ale poniekąd reżysera/scenarzysty/scenografa i menadżera w szerzej rozumianym aspekcie. Pan Jacek jest zapatrzony w „dawne ToTu” z którego nie został nikt (jak u Agathy Christie 😉 ), wymaga od tych „świeżaków” poziomu co najmniej zawodowego (patrz cena biletu) a nie jest w stanie tego z nich wycisnąć (nie da się-znakomita większość wystąpiła po raz pierwszy na scenie po bardzo znikomej ilości prób). Pocieszę też autorkę: biuścik fajny, ale pokazany bo reżyser tego chciał-improwizować trzeba umieć, on wie, że oni tego nie potrafią i im na to nie pozwala. Głowne role… w moim odczuciu: drewniane i tu się z autorką bloga nie zgodzę męska gorsza od żeńskiej (ale rozumiem feministyczną słabość do „ciasteczka” 😉 ). Reasumując: to nie jest stare ToTu, obecny teatr z tym „starym” łączy tylko (artystycznie) reżyser. A teatr… Teatr to ludzie, teatr to aktorzy, teatr to widzowie… Pozwólmy im wszystkim razem dojrzeć, niech od zera zbudują coś pięknego, mają po temu rewelacyjne warunki ale nie strzelajmy do nich za to, że się starają… bo za to (w morzu współczesnej miernoty) powinni być nagradzani.
    PS: Panie Jacek, odpuść Pan z biletami bo to nie t kategoria wagowa, ćwicz Pan z nimi to do wagi półlekkiej dojdziecie… może nawet do ciężkiej 😀

    • Panie Danielu,
      Zgadzam się z Pana opinią, a szczególnie ze zdaniem: PS: Panie Jacek, odpuść Pan z biletami bo to nie t kategoria wagowa, ćwicz Pan z nimi to do wagi półlekkiej dojdziecie… może nawet do ciężkiej
      Pozdrawiam! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *