Nie mogę spokojnie zasnąć, kiedy w lodówce zamarza jedzenie…

lubie-jesc-i-spac-wiec-jesli-daje-ci-moje-jedzenie-albo-smsuje-z-toba-w-nocy-to-znaczy-ze-jestes-dla-mnie-kims-wyjatkowym
Cześć Kochani,

Temat: Jak zmusić swojego faceta do zupełnie nieZBĘDNEGO wydatku, jakim jest prasowacz parowy?

Schemat:

KROK 1: Przestań prasować, zapomnij o istnieniu deski do prasowania i żelazka. Niech stos czystego prania stanie się wyższy i cięższy od Ciebie, niech wychodzi z pokoju, niech jego widok przeraża każdego przechodnia.

KROK 2: Na każdym kroku i kilka razy dziennie powtarzaj swojemu facetowi, że nie podoba Ci się, kiedy chodzi w pogiętych koszulkach. Daj mu do zrozumienia, że jest mniej atrakcyjny. Psychicznymi torturami zmuś go, aby zaczął prasować swoje rzeczy.

KROK 3: Raz na jakiś czas opowiadaj o tym, jakim cudownym wynalazkiem jest prasowacz parowy. (Nie bądź nachalna)

KROK 4: Wybłagaj swojego faceta, aby poprasował Wasze rzeczy, bo Ty jesteś zmęczona, a nie macie już co nosić… bla bla bla.

KROK 5: Powiedz swojemu facetowi, że prasowanie nigdy się nie kończy.

KROK 6: Proś go w zupełnie przypadkowych momentach, aby Ci coś wyprasował. Przykład: Za dziesięć minut muszę wyjść, wyprasujesz mi bluzkę?

Powtarzaj te sześć kroków, aż do momentu, kiedy Twój Luby przyjdzie i powie: Może kupimy ten prasowacz?

Potem nie zważając na nic, pobiegnij do laptopa, weź kredyt, zamów prasowacz i ciesz się nową jakością życia.

Tymczasem drastycznie zmieniamy temat i udajemy się do kuchni, a w zasadzie to do lodówki, a w sumie to do jej zawartości:

Kocham jeść, o matko jak ja kocham jeść! I chociaż część z Was zlinczuje mnie za łakomstwo, słabą wolę i inne (bla bla bla) to ja i tak kocham jeść. Czego ewidentnym dowodem są moje cycki, brzuch, ramiona, nogi, podbródki i… każda inna część ciała. Jem wszystko… no nie ma jeszcze takiej rzeczy, której ja bym nie zjadła. Kocham poznawać nowe smaki i kocham je ze sobą łączyć (najczęściej w zupełnie irracjonalny sposób.)

Kiedyś, kiedyś… nie lubiłam pasztetu i sera żółtego – dzisiaj dałabym się pokroić za pâté i plasterek dobrego sera.

catsDo sedna:

W mojej lodówce pojawiły się przetwory od Polskiej Róży. Skuszona designem opakowania oraz faktem, że są to nasze rodzime przetwory z naszych rodzimych owoców napaliłam się na nie jak szczerbaty na suchary! Samo zdrowie przecież! Zdecydowanie liczyłam na smak niczym z babcinej piwniczki.

Suchary jednak stanęły mi ością w gardle, a ja poznałam produkty, których nie chcę już więcej jeść.

DSCN1474

Mniejszy słoiczek (220g) kosztuje 12 złotych, a większy 14,10,-

To drogo, ale mając na uwadze, że płatki róży (jak i inne produkty, które wykorzystuje Polska Róża) są skupowane od polskich sadowników, do tego brak jakichkolwiek sztucznych dodatków, konserwantów… pomyślałam sobie, że warto.

Jednak nie warto, dlaczego? Moje konfitury wykorzystałam do przełożenia wafli, które później pokroiłam na mniejsze kawałki i zaniosłam ze sobą na przyjęcie. Jedne wafle posmarowałam kajmakiem (kocham jego słodki smak), a drugie właśnie konfiturą.

Wydawało mi się, że przygotowałam idealne wafle i dla łasucha i dla maniaka zdrowej żywności. Kiedy jednak je spróbowałam… totalna klapa!

O ile kajmak jest bardzo słodki i może spowodować ból zębów, tak ta konfitura po prostu wykrzywia twarz i  człowiek, aż lepi się od tego cukru; później tylko mieli językiem, żeby pozbyć się tego posmaku.

Myślę, że ocena słodkości, a w zasadzie ZA SŁODKOŚCI przebiegła rzetelnie; konfitury spróbowało kilka osób, wraz z babcią mojego Lubego i każdy po prostu się skrzywił.

Sam smak róży mi odpowiada; jest bardzo romantyczny i nęcący, jednak nadmiar cukru (jakby się komuś cukierniczka do garnka wysypała) po prostu paraliżuje. FUUUJ! Nigdy więcej.

Skład: cukier, płatki róży fałdzistolistnej (19 %), kwas cytrynowy (jako regulator kwasowości)

Sam skład pokazuje Wam jaki to jest ulepek.

DSCN1478

Zacznę od malinowego syropu; mój facet jest totalnie uzależniony od malin i od gotowych syropów. Pomyślałam sobie, że to połączenie idealne, że Luby będzie mnie nosił na rękach, że nasz związek przeżyje wyjątkową falę uniesień… jednak nic takiego się nie stało.

Najdroższy (i jego opinię podzielam) przyznał, że syrop smakuje okrutnie i w niczym nie przypomina syropów od babci czy chociażby tych najtańszych, które można kupić w każdym supermarkecie.

Skład: sok z malin (52 %), cukier.

Mała buteleczka (250 ml) kosztuje 7 złotych. Jednak tak jak i w przypadku konfitury – zdrowe produkty są wyjątkowo drogie. Na stronie producenta jest napisane, że syrop posiada tradycyjny domowy smak i zapach pamiętany przez wielu z dzieciństwa. Cieszę się, że smaki mojego dzieciństwa były zupełnie inne niż smak tego syropu. Z tego miejsca dziękuje mojej babci za to, że od zawsze robiła pyszne przetwory.

Jeżeli chodzi o sok – wypiliśmy może naparstek, dla nas nie do przejścia. Brak komentarza.

I chociaż recenzja brutalna to rzetelna, ja nigdy więcej nie sięgnę po te produkty.

You may also like

13 komentarzy

  • Co do tej konfitury z róży, może ona po prostu nie nadawała się do wafli a np do herbaty? z tego co piszesz, była bardzo słodka, więc do czarnej herbaty jak znalazł. W tym roku zaszalałam z dżemami i konfiturami własnej roboty, wiśniowe, truskawkowe, do tego jeszcze passaty pomidorowe, na zimę jak znalazł!

    • Wiesz co od roku nie słodzę herbaty, więc pewnie również bym nie podołała. To też nie jest dobrze jak pierwszy w składzie widnieje cukier, a nie róża…
      U mnie też pełno domowych przetworów; truskawki, brzoskwinie, czereśnie… 🙂 mmnniam!

  • Sama sobie robię konfitury z róży i sok z malin.. Smak opisanych przez Ciebie produktów znam i podzielam opinię.Gdy leżałam w szpitalu moja znajoma( w dobrej wierze oczywiście )przyniosła mi te „dobroci” aby przyspieszyć moją rekonwalescencję.Fuj…

  • Pierwsza instrukcja „jak namówić faceta do…” przyda się nie raz 😉
    Co do konfitury to my mimo, że uwielbiamy wszelkie zdrowe nowinki to smak różany nas zniechęca już na wstępie. Pewnie i tak patrząc na skład stwierdziłybyśmy, że tego cukru nie będziemy wstanie przełknąć. Jednak znamy ten ból rozczarowania…. ah a tak napaliłyśmy się na krem kasztanowy, klapa, klapa, klapa :/

  • O kurcze ale masz tatuaż 🙂 zupełnie inaczej niż na zdjęciu wyżej, ale fajnie też. Nic nie widać;-) że masz kilogramy…. ;-P mi się podoba, a rady niezłe. pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *