'…w zdrowiu i w chorobie…'

11219685_722806597823753_542183651365021320_n

Żyję, chociaż życie stanęło mi przed oczami. Długo nie stało, bo musiałam się ogarnąć i z uśmiechem na ustach powiedzieć: żyję. Co się właściwie stało?

Udało mi się stłuc kręgosłup, czaszkę i pośladki.

Niedziela, godzina 16:30, Wrocław, pub XIII Igieł

Idę i paplam, śmieję się i słucham (gadałam przez telefon z babcią), deszczyk kropi, ale atmosfera naprawdę sprzyjająca. Wchodzę do pubu, gdzie w części piwnicznej czeka na mnie przyjaciółka. Skinieniem głowy witam się z barmanami i idę w stronę schodów (metalowe, dość strome, ale bez przesady.)

Przypominam, że padał deszcz więc buty mokre i śliskie – co za tym idzie…

Jak się nie wy#$^&$am, jak nie spadłam, jak nie runęłam.

… poślizgnęłam się na pierwszym schodku; uderzyłam głową, spadałam tłukąc kręgosłupem po metalu niczym worek ziemniaków.

FAKT NUMER JEDEN: Spadając nie wydałam z siebie żadnego dźwięku, ani jednej k#$%y, brawo ja!

FAKT NUMER DWA: Spadając pomyślałam sobie, że właśnie umieram i moja śmierć trafi do programu ‚żarty śmierci’ czy innego opowiadającego o tym jak w bezmyślny sposób ludzie stracili życie.

Jak już spadłam, to stwierdziłam, że nie wstaję – poleżę. Ale, zebrała się grupka bardzo miłych, młodych osób i zechcieli mi pomóc. Potem okazało się, że nie mogę mówić bo moja przepona po prostu nie chcę współpracować. Ale, jak usłyszałam zdanie: dzwonimy po karetkę to w cudowny sposób odzyskałam mowę i odrzekłam:

– Tam jest moja przyjaciółka, ona wszystko załatwi.

A przyszła, A załatwiła, A jak zwykle dała radę.

Ktoś potem podszedł i powiedział mi, że słyszał huk, ale myślał, że ktoś stół zrzucił po schodach… (Ekhem to byłam ja.)

Tak czy inaczej, długo się z tą moją A nie nagadałam bo ból tyłka i czaszki był tak silny, że jasne było, że muszę jechać do szpitala. Więc ja siedząc (przynajmniej już nie leżąc) na tych schodach zostałam zabrana do karetki przez dwóch (całkiem przystojnych) sanitariuszy.

Ci natomiast nie mogli uwierzyć, że na trzeźwo można się tak wy#$%@ć. Można? Można.

FAKT NUMER TRZY: Jak już odzyskałam mowę, a zanim przyjechali sanitariusze – oddzwoniłam do babci i powiedziałam jej, że spadł mi telefon i dlatego przerwało połączenie.

Z karetki jeszcze napisałam smsa do mojej przyszłej teściowej, który momentami brzmiał bardziej secret niż enigma. Między innymi napisałam jej: jestem w katatce oraz proszę po mnie przyjechać.

Już ją przeprosiłam za zdanie: proszę po mnie przyjechać, a teraz zrobię to oficjalnie: Przepraszam. Zdecydowanie rodzice nauczyli mnie kultury i powinno to brzmieć bardziej jak:

„umieram, błagam, proszę przyjechać i mnie uratować”

Ekhem, znaczy:

Miałam drobną stłuczkę ze schodami, ciężko mi się chodzi. Czy mogłabym Panią prosić, o ile to nie problem, aby pomogła mi Pani wrócić ze szpitala? Jak coś to wezmę taxę, nie ma problemu.

Jednak napisałam inaczej, co było pierwszym symptomem tego, że mój mózg podczas wypadku uciekł.

W szpitalu, wszystko szybciutko – raz, raz, raz – 5 zdjęć. Kości całe, czacha cała, ufffff. Ale, żeby nie było tak śmiesznie to mi Pani robiąca zdjęcia cały czas powtarzała:

„Złotko jutro to będzie boleć.”

Nie musiałam czekać na jutro, aby ze łzami w oczach przeklinać życie. Od niedzieli podłoga jest moją najlepszą przyjaciółką, a przeklinanie naturalnym środkiem przeciwbólowym.

Przemyślenia dochodzącego do siebie trupa:

Jeżeli chodzi o moją czaszkę – fajnie, że jest w jednym kawałku. Nie fajnie, że podczas upadku chyba straciłam sporą część mózgu (może korzystając z okazji uciekł uchem) – tak czy siak drugiego dnia z całkiem sporym jeszcze guzem postanowiłam umyć włosy. Brawo ja. Mózg uciekł. Pa pa mózgu! ~~~~boli mnie głowa jakbym dzień wcześniej wypiła z pięć litrów czystej~~~~

Jeżeli chodzi o mój kręgosłup – powierzchnia na której leżę (nawet jeśli to ziemia) nigdy nie jest za twarda. Dziękuje mojemu kręgosłupikowi, że już mogę wstać i iść (bez przesady – mówimy o poruszaniu się po jednym pomieszczeniu – przeraża mnie myśl o wyjściu z domu…) Na pewno nienawidzę go za nagłe i bezsensowne bóle, które niczego do życia nie wnoszą.

Jeżeli chodzi o pupę, szkoda, że dwa całkiem fajne i potężne poślady noszą takie siniaki, ale cóż. Przynajmniej się nauczyłam, że jeżeli Twoja skóra w danym miejscu ma rozstęp to ten rozstęp nie może stać się siniakiem. Wyglądam (autentyk!) jak jakaś pantera, która stara się nie być podrabiańcem.

Swojej szyi, kostce, łokciowi – chciałam podziękować, że raz na jakiś czas przypominają mi dość mocno jaką sierotą jestem.

no i przede wszystkim dziękuje swojemu organizmowi, że JUŻ mogę chodzić siku bez asysty swojego faceta czy uwaga: BEZ ASYSTY KUL! ( za kule służył mop i miotła, ahoj!)

Teraz tylko zastanawiam się czy pisać skargę do Boga, właściciela pubu czy firmy produkującej buty.

w której kategorii mieści się to co mnie spotkało?

w kategorii:

dzięki Bogu czy Bóg tak chciał?

dzięki Bogu, że moja czaszka, kręgosłup i pośladki są jak ze stali i przeżyłam

czy

Bóg tak chciał, że z impetem po prostu się wy#%&ałam.

You may also like

6 komentarzy

  • wiem, że sytuacja jest tragiczna, ale po prostu się uśmiałam, czytając post! ale wiesz co? myślę, że Twój mózg to jednak nie został w żadnym kawałeczku uszkodzony 😛 btw. zdrowiej szybciutko! :*

  • Weroniko, nie miej mi tego za złe, ale to jest tak tragiczne, że aż śmieszne. Szczerze współczuję wątpliwej przygody, ale sposób w jaki to opisałaś zasługuje na uznanie. Dużo zdrowia i niekończącego się optymizmu.

    • Cześć! Jak ja Cię tu dawno nie widziałam – rozgość się u mnie 🙂 Jest mi strasznie miło, że wpadłaś.
      Co do moich przygód – one zazwyczaj są tak tragiczne, że aż śmieszne… Cała ja.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *