Kilka słów o Świętach, które minęły

Jestem postacią drugoplanową, w trzeciorzędnym teatrze (nie) wesołych Świąt


 

Cześć! Na imię mi Osioł.

Nazywają mnie też figurką z gipsu wyprodukowaną w Chinach. Dołączają mnie do zestawu szopki świątecznej, która w tym roku jest w promocyjnej cenie. Znudzony siedzeniem w bezruchu i wiecznej duszności (to przez tę folię bąbelkową), trafiam w ręce zdesperowanego mężczyzny. Kupuje nas w pośpiechu i rozstawia pod plastikową choinką, uginającą się od ciężaru nie mniej plastikowych ozdób. Przyzwyczaiłem się do tego, że nie ma dla mnie stałego miejsca ani zadania w szopce. Tak na dobrą sprawę mogłoby mnie nie być. A jednak wyprodukowali mnie i z uporem maniaka produkują kilkanaście milionów innych szaro-brązowych osłów, dołączanych, co roku do szopki. Tak jak już wspomniałem, nie mam określonego zadania, jestem bezużyteczny; nie symbolizuje nic i nie zwiastuję niczego. Jednak jestem. I to jest moje przekleństwo, ponieważ podobno najgorszą karą jest obserwować święta XXI wieku.

Bardziej od ozdób choinkowych plastikowi są tylko ludzie

To będzie wystawna kolacja: ustawili trzydzieści miejsc siedzących, postawili porcelanę, srebrne sztućce, zapalili świece i obok mnie pojawiło się całkiem sporo kolorowych paczuszek. Są i oni! Wysocy mężczyźni w garniturach, piękne kobiety, kilku zbuntowanych nastolatków i chyba czwórka dzieci. O przepraszam! Pomyliłem się, jest piątka słodkich pociech, to ostatnie strasznie zapłakane. Z tego, co usłyszałem, powiedzieli mu, że w tym roku Święty Mikołaj przybył wcześniej i zostawił tylko prezenty. Maluch się rozczarował – gościa w czerwonym stroju nie będzie. W sumie to na nikim innym ta wiadomość nie zrobiła specjalnego wrażenia. Stanęli wokół stołu i do rąk wzięli śnieżnobiałe opłatki. Składając sobie standardowe życzenia, pozbawione inwencji twórczej – wysyłali do siebie niezbyt szczere uśmiechy. Musieli w duchu czuć, że te piękne słowa nigdy się nie spełnią. Ku mojemu zdziwieniu – zasiedli do stołu. Zapominając o fragmencie Pisma Świętego i modlitwie. A może nie zapomnieli? Może wcale nie mieli tego w planach?

Kto co ma, kto kogo zna, kto bardziej liczy się w świecie?



Syndrom ,,po”

Kolacja wigilijna dobiegła końca, pani domu musi sama posprzątać stół (firmy sprzątające odmówiły jej usług tego dnia). Jej wyraźnie sfrustrowany mąż biega po salonie, obmyślając jak stać się lepszym (materialnie) od swoich gości, wymyśla wszystkim, którzy udowodnili mu, że jego samochód to nic nie warty grat, aparat to sprzęt dla amatora, a telefon to ideał dla przedszkolaka. Atmosfera zdecydowanie napięta. Sztućce spadają ze stołu, krzesła zbliżają się niebezpiecznie do choinki (nie powinni ich stawiać tak blisko, wystarczy, że jedno się zachwieje i dostanę w łeb) i jakby tego było mało wylały się resztki kompotu. Jeśli chodzi o moje ośle wrażenia, wigilia była straszna. Ludzie zapomnieli, o co chodzi w tym dniu jak i w całym życiu, gonią za pozycją społeczną, zapominając o podstawowych wartościach, spotkali się dzisiaj (chyba z przymusu) i nie mieli innych tematów do rozmów jak sprawy doczesne. Nikt nie pomyślał życzenia wraz z pierwszą gwiazdką, nie zaśpiewał kolędy, nie zmówił modlitwy, nie zatrzymał się na chwilę, żeby spędzić czas z rodziną. Woleli urządzić sobie plebiscyt na tego, który ma najwięcej.

Epilog

Chwilę później, gdy osioł dalej rozmyślał ,,dostał” nogą od krzesła. Stłukł się na miejscu. I tyle osła widzieli, co musieli po nim posprzątać. Myślę, że i tak nie chciałby przeżyć tej farsy po raz drugi. Zresztą i ja mam podobne odczucia- przywykłem, że w tym domu nie znaczę nic, choć nazywają mnie Jezusem Chrystusem.

 

 

 

 

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *