Od losu kiedyś wszyscy dostają w twarz.

Cześć kochani!

U mnie jak to u mnie. Ciągle coś się zmienia, ktoś ma złamane serce, komuś innemu spełniają się marzenia, a jeszcze ktoś inny nie chce już żyć. Daje sobie z tym wszystkim radę, aczkolwiek intensywność  grudnia już mnie trochę przerasta. Na całe szczęście bądź nieszczęście zostały już tylko dwa dni tego przeklętego 2012 roku. Spełniłam trochę swoich marzeń przez te 12 miesięcy, odniosłam też kilka naprawdę bolesnych porażek, żałuję kilku sytuacji, dni, a nawet miesięcy. Ale, już nic na to nie poradzę. To wszystko minęło. Czy chcę, czy nie, dostanę nowy rok, nowe szanse, nowe nadzieje i nowe postanowienia. Drugiego stycznia zaczynam naukę w nowej szkole, zabrałam wczoraj papiery ze starej i boję się. Boję się całą sobą, ale muszę być silna. Wiem, że nie spotka mnie tam nic złego, ale swoje obawy mam. Wracając jeszcze do 2012 roku, cieszę się, że założyłam tego bloga, podjęłam kilkanaście fantastycznych współprac, poznawałam Was i mogę dla Was pisać. Żałuję, że przestałam fotografować, tworzyć wywiady i z całego serducha żałuje, tych miesięcy, kiedy to babrałam się w przeszłości, która nie pozwoliła mi iść przed siebie. No, ale koniec tych smutków, będziemy mieli nowy, cudowny 2013r.!

Dlatego i sobie i Wam, życzę spełnienia marzeń (tych najskrytszych, ukrytych na dnie serducha.)

 

Zapraszam do kosmetycznej części mojego bloga 🙂


Jak dobrze wiecie, nawiązałam współpracę z firmą Tso Moriri i właśnie jej produkty chciałam dzisiaj zrecenzować, będzie to balsam do ust i perfumy w kremie.

Dlatego, zaczynamy:

Tso Moriri, Solid Fragrance White Musk (Perfumy w kremie ‚Białe piżmo’)

 

Perfumy w kremie to była dla mnie nowość, jasne wiedziałam, że coś takiego istnieje, ale nigdy wcześniej ich nie posiadałam. Pierwszą moją reakcją było: „są tak małe, że je wszędzie ze sobą zabiorę!”, a drugą „pewnie szybko się skończą…” I o ile to pierwsze się sprawdziło, tak osąd na temat wydajności był zupełnie nie słuszny.

 

 

Konsystencja jest idealna, wystarczy przejechać delikatnie opuszkiem palca, żeby nabrać odpowiednią ilość i wsmarować sobie na nadgarstki, za uszka i wszędzie tam, gdzie mamy ochotę. Nie wysusza, wręcz przeciwnie zawiera Masło Shea, które dodatkowo dba o naszą skórę 🙂 Ogromny plus za brak parabenów! Trwałość perfum to na mój węch około 4 godzin, no, ale ta malutka aluminiowa puszeczka mieści się dosłownie wszędzie do kieszeni spodni, kopertówki, a nawet upchałam ją do paczki chusteczek higienicznych. Pozwala nam się szybko odświeżyć, poczuć pewniej no i czarować wszystkich dookoła magicznym zapachem piżma, które przypomina mi zapach suszącego się prania latem 🙂

 

 

Zdecydowanie nadają się do wzięcia ze sobą w podróż, czy na siłownie. Są moim nowym, małym must have, chciałabym jednak potestować jeszcze inne zapachy, szukałabym raczej czegoś bardziej drapieżnego, seksownego. Cena to 19,95/14g. Dużo czy mało? To jest właśnie bardzo dobre pytanie. Jeśli miałabym sama kupić w drogerii to raczej nie zapłaciłabym więcej niż 14zł., a nawet szukałabym czegoś do 10.

Ale, generalnie jestem na TAK! 7 punktów na 10. Odjęłam pierwszy za cenę, drugi za wydajność, a trzeci za to, że posiadaczki długich paznokci mają bardzo utrudnione zadanie z wydobywaniem perfum 🙂

 

Drugą kosmetyczną nowością dla mnie był:

Balsam do ust z 24 karatowym złotem

 

Dużo dobra, zamkniętego w maleńkim szklanym słoiczku. Uzależnia, myślę, że to słowo oddaje wszystko na temat tego balsamu. Noszę go ze sobą dosłownie wszędzie, krok w krok. Jest mi niezbędny do przetrwania, dosłownie jak telefon komórkowy. Wkurzam się tylko, że muszę go wydobywać palcem, bo mam długie paznokcie i jest to wielce utrudnione. Ale, to nie jest ważne, ma tyle zalet, że pomińmy tą wadę.

 

 

Przede wszystkim usta momentalnie stają się miękkie, zregenerowane i cudownie mienią się złotem. A jak wiadomo 24 karatowe złoto spowalnia proces starzenia i wiotczenia delikatnej skóry ust? (!). Idealnie nadaje się jako baza pod szminkę, aczkolwiek po nałożeniu balsamu mamy już świetnie wyglądające usta- rozświetlone i migoczące 🙂 Jest naprawdę wydajny, niewiele wystarczy, aby posmarować całe ustka! Myślę, że spokojnie wystarczy mi na kilka miesięcy codziennego użytkowania (i to kilka razy dziennie!).

 

 

Zapach…  jako zapachoholiczka nie mogę o nim nie wspomnieć, jest słodziutki, jakby poziomki, winogrona…sama nie wiem- pachnie świeżo i latem! To jest najważniejsze 🙂 (Raz jak weszłam do autobusu i tak okropnie śmierdziało, to wyjęłam słoiczek i ratowałam się jego zapachem- dało radę!) A właśnie, jeśli chodzi o opakowanie, to jest estetyczne i trwałe, no bo jak noszę ciągle ze sobą ten balsam, to logiczne jest, że upadł mi już tysiące razy, ale opakowanie nienaruszone 🙂

Cena: 30zł/ 15ml – i w tym przypadku powiem, że to mało! Balsam jest cudowny i ja skuszę się na niego ponownie. 9 punktów na 10, jeden odjęłam za  fakt posiadania długich paznokci, ponieważ wtedy ciężko mi się go wydobywa.


 

Jeśli chodzi o kosmetyczne recenzje, na dziś to wszystko. Spotkamy się zapewne dopiero w nowym roku, dlatego trzymajcie się cieplutko i nie zapominajcie o moim fanpage’u: 

KLIK

A także dołączcie tutaj, szykuje konkurs! KLIK


 

Z najcudowniejszą na świecie Miminką < 3

A no dobra, jeszcze wrzucę Pihowe 🙂


 

Bawiłam się niesamowicie! 🙂

BAWCIE SIĘ DOBRZE W SYLWESTRA!

 

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *