Kasownikiem w oko, o podróżach we wrocławskich autobusach MPK [felieton]

?

Bierzmy, co dają. Choć w naturze Polaka jest narzekanie i przekonanie, że nam się należy. Nie przesadzajmy.

Autobus wiecznie za mały

Wrocław, godziny szczytu, przystanek Psie Pole, godzina 07:18 – podjeżdża autobus linii 130. Mały, nieprzegubowy, stary autobusik z kierowcą, który jest w pełni świadomy tego, co go zaraz czeka. Tę miniaturową twierdzę szturmem zdobywają wrocławianie, których miasto prosiło o zrezygnowanie z samochodów w imię ratowania środowiska naturalnego.

O wejście do autobusu walczą licealiści, studenci, matki z dziećmi i emeryci, jadący do lekarza i na pocztę. Wiadomo, miejsca siedzące są dla najbardziej potrzebujących. Co natomiast dzieje się z resztą? Na resztę przypada niecały metr kwadratowy i jazda z atrakcjami. Pojazd hamuje – ludzie się przewracają, rusza – zbierają się z ziemi. I w tej całej sytuacji najśmieszniejszy jest fakt, iż nigdy nie sądziłam, że uszczerbku na zdrowiu mogę nabawić się w ten sposób.

Z historii codziennych

Pewnego felernego ranka (myślę, że dla głównego bohatera przede wszystkim) autobus gwałtownie zahamował, a wspomniany wyżej bohater (chłopak około 13-letni) oberwał kasownikiem w oko. Jaka była reakcja ludzi? Nikt się tym nie przejął. Nagle wszyscy obrócili głowy w drugą stronę.

Z sytuacji poważniejszych w skutkach pamiętam staruszkę, która z workiem owoców wysiadała z autobusu. Robiła to wolno ze względu na swój wiek, lecz rozjuszony tłum za jej plecami nie potrafił tego zrozumieć i zepchnął babcię ze schodków. Przewróciła się, owoce się wysypały i znowu nikt nie pomógł.

A co do kierowców…

Ich nieuprzejmość bywa irytująca. Ile razy zdarzyło nam się dosłownie sekundę później przybiec do autobusu, gdy drzwi właśnie się zamykały i mimo płaczu, pukania i błagania już się nie otworzyły. Mamy też przyciski do zatrzymania pojazdu na żądanie, które wiecznie nie działają. Piszę, że nie działaja, bo gdy taka sytuacja ma miejsce, podchodząc do kierowcy, jako usprawiedliwienie słyszę „Przycisk mi się nie zaświecił – nie moja wina”. Nie drążąc czyja wina, na umówione spotkanie nie zdążę.

Jeśli o absurdach jest mowa, wspomniałabym o niekasujących kasownikach. Kasownik jest od kasowania, a co jeśli nie kasuje? Można podejść do drugiego, przy którym sytuacja jest podobna albo siedzieć w nerwach, modląc się o brak „kanarów”, bo na nich nie działa wytłumaczenie, że kasownik nie działa.

Walka o oparcie

W starych autobusach najbardziej denerwują mnie siedzenia, niby skórzane, co za luksus! Oparcia nie są jednak usztywniane i gdy z tyłu też ktoś usiądzie, rozpoczyna się walka (na miarę Pudzianowski vs. Butterbean) o to, kto się oprze, a kto ewentualnie będzie się gniótł na plecach drugiej osoby.

A tak na marginesie, to czy wrocławskie autobusy są dezynfekowane? W najnowszych badaniach naukowych napisali, że najwięcej bakterii znajduję się właśnie na poręczach autobusowych.

Są też plusy

We wrocławskim MPK znajdziemy absurdy, ale oczywiście są też pozytywy. Kto nas po „grubej” imprezie odwiezie do domu, jak nie wspaniały nocny autobusik? Choć przyznaję, że nie przepadam za podeptanymi butami, oddechem kogoś zupełnie obcego na szyi i wysłuchiwaniem awantur w przepełnionym autobusie, do którego na każdym następnym przystanku wsiadają ludzie.?

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *