Mają swoją pasję, Wrocław ich nie akceptuje. O losie deskorolkarzy

Deskorolkarz we Wrocławiu jest zmorą portierów, strażników, przechodniów i władz. Pytanie brzmi – dlaczego

Wrocławscy skejterzy / Fot. Weronika Rudnicka– To nie my niszczymy miasto, ale raczej miasto niszczy naszą pasję. Wrocław powinien nam zagwarantować warunki do jazdy – mówi Marcin Rudnicki, skater od kilku lat.

Miasto, obok wielu zakazów, zapewniło miłośnikom skateboardingu tylko jeden przywilej: skatepark w zajezdni przy ul. Legnickiej. Jedyny w mieście i najnowocześniejszy w Polsce, jest jednak płatny i wymaga przyjścia z rodzicem lub zdobycia zgody opiekuna. Rezultat jest taki, że częściej można tam spotkać matki z dziećmi, niż trenującą młodzież. Brzmi to absurdalnie, a do jeżdżenia na „desce” wystarczy przecież tylko asfalt i kilka ławek, na których można trenować nowe triki.

– Chciałbym, żeby władze nie widziały w nas wandali, dewastujących miasto, tylko młodzież, która próbuje coś stworzyć i przy pomocy swojej jazdy ożywia miejską architekturę – mówi skater Marek Bąk.

Szantaż i nieżyczliwość w normie

Dlaczego zatem nie ćwiczyć na chodnikach, parkingach i w przejściach podziemnych?
Miasto postawiło odpowiednie tabliczki: „Zakaz jazdy na rolkach i deskorolkach pod odpowiedzialnością karną”. Stanowi to kolejną przeszkodę. Szukając rozwiązania, trafiam na rampy pomiędzy blokami. Nie pierwszy raz spotykam tam bawiące się dzieci. Zwracam uwagę jednej z mam, a w odpowiedzi słyszę: „Moje dziecko ma prawo tu być!”. Owszem, ma prawo, ale powinno przebywać na placu zabaw, gdzie jego miejsce, a nie blokować rozwój fizyczny tych młodych zapaleńców. Rozmową, prośbą, ani prawem nie ruszymy przeszkadzających nam malców. Co zatem stanie się, jeśli grupa nastoletnich chłopców wjedzie na deskorolkach na plac zabaw? Tłum opiekuńczych mam zaatakuje ich z każdej strony, grożąc służbami porządkowymi.Marcin Rudnicki / Fot. Weronika Rudnicka

– Pamiętam sytuację, kiedy stojąc z kumplami pod Pasażem Grunwaldzkim i trzymając deski w rękach, pewien pan w średnim wieku zmieszał nas z błotem, obwiniając za całe zło świata i niszczenie miasta. Określił nas całą gamą wulgaryzmów – mówi Marcin Rudnicki.

Marek Bąk / Fot. Weronika RudnickaDeskorolkarze jednak się nie poddają i szukają asfaltu, ławki, ewentualnie schodów. Idealne miejsce do ćwiczeń, znajduje się tuż przed budynkami Politechniki Wrocławskiej, na Wybrzeżu Wyspiańskiego. Po tygodniu treningów portier zwraca im uwagę i opuszczają teren. Po kilku dniach postanowili spróbować jeszcze raz. A potem jeszcze kilka razy. Aż do momentu postawienia znanej nam już tabliczki: „Zakaz jazdy…”.

Miasto niszczy naszą pasję

Człowiek z deską jest we Wrocławiu zmorą portierów, strażników, przechodniów i policji. Pytanie brzmi: Dlaczego? Przecież ta pasja nie powinna być powodem do gnębienia, przeszkadzania czy ogólnego oburzenia. Każdy, kto widział pokazy skateboardowców, nie może wyjść z zachwytu. Tworząc ten reportaż dowiedziałam się ile wysiłku i zabawy w „kotka i myszkę” kosztuje ich codzienny trening. Skąd biorą na to siłę? To proste! Chórem krzyczą: „To pasja, wszystko co mamy, całe nasze życie!”

Deskorolkarz powinien być traktowany na równi z pływakiem, któremu oferuje się całą gamę basenów, tancerzem, który może przebierać w ofertach wrocławskich klubów tanecznych oraz każdym innym sportowcem. Deska to też sport – organizowane są przecież zawody i mistrzostwa. Natomiast ludzie uprawiający ten sport, są zupełnie inni niż ukazuje ich krzywe zwierciadło naszej wyobraźni.Marcin Rudnicki / Fot. Weronika Rudnicka

You may also like

1 komentarz

  • Lubie wracac na ta strone ale musze przyznac ze ciezko bylo ja znalezc w google, byla gdzies na 3 stronie. Przydalo by sie jej pozycjonowanie polecam wpisac w google :
    seo stronka z seo poradami
    i znajdziesz tam ciekawy i darmowy sposob na podniesienie pozycji w wyszukiwarkach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *