"Białoruś każdego dnia zabierała nam wolność". Spowiedź młodego Białorusina

Kiedy został zmuszony do opuszczenia swojego rodzinnego domu miał zaledwie 14 lat. Tego dnia nie zapomni do końca życia. Był 25 maja 2007 roku, przyroda w Homlu (miasto położone w południowo-wschodniej Białorusi) właśnie w pełni rozkwitała.


Na zegarze wybiło południe. Młody Olek Januszkiewicz wraz ze swoją matką przekroczył granice Polski oddalając się od swojej rodziny i przyjaciół, aż o 1186 km.

Miasto Homel / Fot. http://www.darmowe-zdjecia.org/(Nie)szczęśliwe dzieciństwo

Homel – ponura dzielnica gangsterska, założona na dawnym lotnisku. A w niej szara, odrapana kamienica bez drzwi wejściowych. Przy futrynie najczęściej chwieją się samotni pijacy, którzy swe czynności fizjologiczne załatwiają wprost na jej próg. Skrzypiącymi, drewnianymi schodami dostajemy się na trzecie piętro, numer mieszkania osiem. Mijamy puste butelki po taniej wódce,szczury, niedopałki i zużyte prezerwatywy. Stajemy przed brązowymi drzwiami z wydrapanym numerem osiem. W środku nic nie wygląda lepiej – dwa ciasne pomieszczenia bez prądu i wody. Zdarza się, że po ścianie przebiegnie karaluch, a spod szafki wyjrzy mysz. Podłoga lepi się od czarnej mazi. Posępną scenerię zamyka gryzący zapach wilgoci unoszący się w powietrzu. – Nigdy nie było łatwo, ale radziliśmy sobie. Dopiero po śmierci taty, cały nasz świat legł w gruzach. Moja mama nie potrafiła odnaleźć się w nowej sytuacji, nagle wszystko zaczęło nam coraz bardziej doskwierać. Najbardziej denerwowało mnie to, że nie mogłem jej wtedy pomóc, byłem po prostu za młody. Przez kilka miesięcy czułem się jak ciężar, kula u nogi. Chciałem wtedy popełnić samobójstwo, myślałem, że mamie beze mnie będzie lżej – łamiącym się głosem opowiada Olek.

Bez super bohatera

Nie jest łatwo, kiedy umiera jedyna osoba utrzymująca trzyosobową rodzinę. 14 września 2005 roku wraz ze śmiercią Bogdana Januszkiewicza (taty Olka) do mieszkania numer osiem wkradła się bieda, głód i zimno. Na starej kanapie najczęściej siedziała Alina (mama Aleksandra), trzymająca w jednej ręce tani alkohol, a w drugiej papierosy. Po kątach snuł się sam Olek, dzieciak z podstawówki chcący popełnić samobójstwo. Całymi dniami nic nie jadł, nie pił, nie bawił się z innymi dziećmi, wolał kątem oka obserwować matkę. Bał się, że skończy tak samo jak jego ojciec. Zapije się na śmierć. – Nie chcę opowiadać jak się wtedy czułem, na samą myśl o tych emocjach mam ochotę rozpłakać się jak kilkulatek, który nie dostał wymarzonej zabawki. A jeśli chodzi o tatę, to był on moim super bohaterem, bronił mnie i mamę, przed tym wszystkim co się działo w kamienicy. A działo się sporo: pijaństwo, awantury, przemoc, publiczny seks i ludzie bez perspektyw – ze łzami w oczach mówi Olek.?


365 dni / Fot. http://www.darmowe-zdjecia.org/

Udało im się wytrzymać rok w spartańskich warunkach. Jednak wraz z pismem od komornika postanowili zmienić swoje życie. Mama znalazła pracę w księgowości, wyczyściła mieszkanie i pozbyła się insektów. Olek natomiast zapisał się do klubu sportowego, poznał dziewczynę i częściej spotykał się z przyjaciółmi. Ich życie na nowo zaczęło nabierać kolorów.

Bez wolności

Nowe życie, bardzo szybko przerodziło się w koszmar nie do zniesienia. Prawie każdego dnia idąc ulicą musieli znosić obelgi i groźby rzucane w ich stronę. Prześladowcy rodziny Januszkiewiczów, wyrwali im drzwi wejściowe do mieszkania, wynieśli też ubikację, a ściany korytarza wymazali inwektywami. Dlaczego? Bo wyznają katolicyzm. Białoruscy mieszkańcy Homela rozumieją tę religię jako sektę i bez wyrzutów sumienia gnębią jej wyznawców. – Matka często była szykanowana i uznawana za gorszą względem rodowitych mieszkańców miasta, momentami było to nie do udźwignięcia. Widziałem z jakim trudem każdego dnia chodziła do pracy, to właśnie tam spotykały ją największe przykrości – wspomina Olek.

 / Fot. http://www.darmowe-zdjecia.org/Wycieczka bez powrotu

Alina jest Polką. Od zawsze marzyła o powrocie w rodzinne strony, a nieprzychylni sąsiedzi pomogli jej podjąć decyzję. Okłamała syna, mówiąc mu, że jadą na tygodniową wycieczkę do Polski. Już wtedy wiedziała, że nigdy nie wrócą z tej podróży. Wybrała Wrocław, bo tylko tutaj miała przyjaciół, którzy pomogli jej znaleźć pracę i ułatwili zaaklimatyzowanie się. Na pytanie dlaczego to zrobiła, odpowiadają, że przyczyną był politycznie zamknięty kraj, brak wolności słowa i chęć zapewniania swojemu dziecku lepszej przyszłości. – Mam żal do mamy, o to, że nas oszukała. Nikt oprócz niej nie zdawał sobie sprawy, że przy pożegnaniu widzimy się po raz ostatni – opowiada z trudem Aleksander.

(Nie)chciałem nowego życia

W Homelu zostawił wszystko co miał: rodzinę, przyjaciół, klub sportowy i dziewczynę. Roztrzęsienie, złość, przytłoczenie nową kulturą i zupełnie nowym językiem. Tak pierwszy tydzień w Polsce opisuje Bogdan. – Nie ma takiego słowa, w żadnym języku, które w pełni by oddało to, co wtedy czułem. Zostałem okłamany przez matkę, znalazłem się w zupełnie obcym kraju i byłem samotny. Nie potrafiłem zrobić samodzielnie zakupów, czy nawet znaleźć drogi do sklepu. Nie mieliśmy wtedy jeszcze internetu, ani nikogo z kim mógłbym porozmawiać. Dziewczyna, którą kochałem, była ponad tysiąc kilometrów ode mnie. W tamtym czasie nic nie miało dla mnie sensu – wspomina Bogdan. Niestety nie miał innego wyboru i musiał się odnaleźć. Pierwsze zdanie w języku polskim zbudował już po dwóch tygodniach. Niemniej jednak pierwszą bliższą znajomość zawarł w języku angielskim. Dzisiaj, mówi już płynnie po polsku, a ludzie pytają go, czy jego akcent nie pochodzi przypadkiem ze Śląska.?


Miasto w porządku, ludzie do poprawki

We Wrocławiu znalazł to, o czym zawsze marzył – godne warunki życia dla siebie i mamy. Przyjaciel rodziny pomógł im kupić przepiękny dom. Raz na zawsze mogą zapomnieć o zawilgoconym, ciasnym mieszkaniu na Białorusi. „Nigdy nie wyrzucę ze swojej pamięci, co znaczy brak ciepłej wody, przeszywające zimno, głód i strach przed kolejnym dniem. Jednak dziękuję Bogu i mamie za to, że teraz niczego nam nie brakuje. Modlę się za moich bliskich, którzy tam pozostali i nadal żyją w ubóstwie. Wierzę, że i im uda się znaleźć lepsze perspektywy na przyszłość – opowiada łamiącym się głosem.

Każdemu mówi, że Wrocław jest najpiękniejszym miastem, jakie kiedykolwiek widział. Najbardziej przypadły mu do gustu mosty i Ostrów Tumski. Mimo wszystko co do ludzi, ma ogromne zastrzeżenia. – Wolałem tych na Białorusi. Mam wrażenie, że wrocławianie zapomnieli o honorze, lojalności, wierze i
szacunku do drugiej osoby. Na co dzień muszę patrzeć na udawane przyjaźnie, które nie zdają ciężkich, życiowych egzaminów – mówi Olek.

Zostaję tutaj

Minęły cztery lata, od kiedy opuścił Białoruś. Dziś jest już pełnoprawnym obywatelem naszego kraju i wrocławianinem z krwi i kości. Uczy się w technikum i w przyszłości ma zamiar pójść na studia techniczne. Poznał nowych przyjaciół i dziewczynę, z którą chce spędzić resztę życia. Pewnym głosem mówi, że nigdy nie chce wrócić do Homla. – Wolę Polskę i mam nadzieję, że przyjdzie ten dzień, kiedy poczuję się „jak u siebie w domu” – mówi z entuzjazmem Aleksander.?

You may also like

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *