Krwawię, cicho żyjąc – recenzja Sali samobójców

Film się skończył, światła zostały zapalone. A tu cisza. To tylko potwierdziło moje przekonanie, że polskie kino doczekało się dzieła, które wstrząsnęło odbiorcami.?

To nie jest wesoła komedia, na którą idzie się, by odreagować trudy całego tygodnia. Nie znajdziemy tam śmiesznych dialogów, łatwych i przyjemnych scen. Dostaniemy problem homoseksualizmu, krew, samobójstwo i łzy.

”Nie znasz składu powietrza, którym oddychasz. To powietrze Cię zabija”

Sto dni przed maturą życie Dominika, głównego bohatera, ulega przewartościowaniu. Całuje się z kolegą na balu maturalnym, odkrywając przy tym swoje prawdziwe „ja”. Pocałunek zostaje nagrany i rozpowszechniony w internecie. I tu właśnie zaczyna się akcja filmu oraz ujawnienie problemu alienacji i zagubienia w świecie fantazji. Dominik zamyka się w pokoju i komunikuje się tylko z nową przyjaciółką, Sylwią, w Sali samobójców. Sala to gra, której celem jest popełnienie samobójstwa idealnego. Kiedy Dominik gra, widzimy na ekranie tylko jego animowane, cyfrowe alter ego. (Animacja jak dla mnie mogła być lepsza).

„- po co Ci ta maska? – chroni mnie przed działaniem szkodliwych ludzi i substancji”

„Sala.” doskonale odtwarza i pokazuje, jacy jesteśmy. Zakładamy maski, chowamy się przed światem i nie zważając na nic, pragniemy osiągnąć swój cel. Rodzice Dominika też tacy byli. Przed ludźmi idealne małżeństwo, a kiedy zostawali sami oddawali się wyłącznie namiętności. Po co, skoro obydwoje mieli kochanków? Nie rozstali się ze względu na syna i opinię znajomych. Każda postać w tym filmie coś ukrywała.

Film ukazuje wiele znanych, ale nieprzyjmowanych przez społeczeństwo prawd. Jedną z nich są relacje rodzice-dziecko. Dominik miał wszystko: szofera, najmodniejsze ubrania, najnowsze gadżety i gosposie. Rodzice zapomnieli jednak o tym, że pieniądz nie zastąpi rozmowy i miłości.

„Nick to nie imię, świat to nie matrix, życie to nie gra, nie daj się wylogować!”

Nie będę ukrywać, momentami film był przejaskrawiony. Końcówka  dla większości oglądających była przewidywalna. Dobry film musi mieć morał, więc zagubiony nastolatek musiał zginąć.

Widzę to tak: dopóki czegoś nie stracisz, to tego nie docenisz. W tym przypadku rodzice stracili syna. Dlaczego napisałam, że go nie doceniali? Kwestię wychowania powierzyli gosposi i pieniądzom. Jednakże sceny filmowe, kreacja głównego bohatera i dialogi wyglądały jakby były inspirowane blogami zagubionych nastolatek i listami do magazynu „Bravo”.

Film podoba się zagubionym nastolatkom

Obejrzałam stronę na Facebooku, przejrzałam fora internetowe – film się podoba. Głownie nastolatkom, które mają podobne problemy i w postaci Dominika widzą siebie. Moim zdaniem, ten film im nie pomógł, wręcz przeciwnie, bo szukają prawdziwej „Sali samobójców”. Sądzę, że już nie długo będziemy nie dowierzać, patrząc na statystki samobójstw wśród młodzieży.

A jak z dorosłymi? Po wyjściu z kina w pobliskiej kawiarence słyszałam rozmawiające matki, które drżały o los swoich dzieci. Jednak dla wielu dojrzałych osób to  beznadziejny film o subkulturze emo, która chce zwrócić na siebie uwagę.

Film mnie poruszył, może nie zachwycił, ale podkreślił kilka ważnych kwestii. Cisza po seansie ukazuje jak bardzo boimy się przyznać do tego, że coraz częściej zapominamy o najwyższych wartościach i poddajemy się „wyścigowi szczurów”. Żyjemy byle do piątku, weekendu, świąt, wakacji, czyli byle jak. Jesteśmy zupełnie nieświadomi, że w naszym zachowaniu skrywa się samozagłada.

Polecam to uczucie, gdy wychodząc z kina, dostrzegłam, że internet to nie tylko zabawa, ale także masa niebezpieczeństw i zła. Uświadomiła sobie, że zabić można nie tylko rozmawiając z kimś twarzą w twarz. Wirtualna rzeczywistość też może zabijać.

„Nie chcieliśmy takiego zakończenia, chcieliśmy żyć. Ten świat nie ma miłości, ten świat umiera, ten świat na nas nie zasłużył, dlatego musimy odejść. Nasza historia już została opowiedziana, my odchodzimy, a wy zostaniecie. Zabijacie się powoli, sami o tym nie wiedząc. To wy jesteście salą samobójców.”

Trudno mi jednak postawić ostateczny osąd, czy to film dobry czy kiepski. Jednego jednak jestem pewna – to nie jest lekki film na przyjemny niedzielny wieczór.

You may also like

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *